


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Przez cały dzień Jezus nauczał w przypowieściach. Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do nich: Przeprawmy się na drugą stronę. Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim. Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź już się napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy? On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: Milcz, ucisz się! Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza. Wtedy rzekł do nich: Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary? Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?” (Mk 4,35-41)
No fajnie! Nie ma co!
Fale biją w łódź! Serce podchodzi do gardła! Lada chwila szalejąca burza może pogrążyć w otchłaniach jeziora nędzną łupinkę łodzi i drżących z obawy o swoje życie uczniów! W dodatku Jezus, jak gdyby nigdy nic, pogrążony we śnie, zupełnie nie reaguje na dramatyczną sytuację!
Co więcej - wydaje się, że jedna z Jego reakcji jest nie na miejscu. Oczywiście nie chodzi tutaj o Jego cud uciszenia burzy, potwierdzający Jego Boskie posłannictwo. Chodzi raczej o wyrzuty jakie czyni uczniom. Czyż w takiej sytuacji, kiedy, być może, nie wysechł jeszcze pot strachu zlewający obficie plecy wiosłujących, nie należało uczniów jakoś przygarnąć, uspokoić, wyjaśnić im wszystkie okoliczności zdarzenia?
Dlaczego Jezus akurat mówi o wierze?
Wydaje się, że jest ta sprawa jest jednym z kluczowych elementów programu szkoły Jezusowej, do której Mistrz z Nazaretu zaprosił Apostołów. Bez nauki wiary ta szkoła nie miałaby najmniejszego sensu.
Dlaczego?
Ponieważ bez mocnej i ugruntowanej wiary niemożliwe byłoby działanie uczniów w dziedzinie ewangelizacji i misji, szczególnie po wniebowstąpieniu Jezusa.
Można by zapytać w związku z tym, czym w ogóle jest wiara i w jaki sposób należy nią żyć na co dzień i ją pielęgnować?
Odpowiedź na te pytania przynosi nam dzisiejsze pierwsze czytanie. Autor Listu do Hebrajczyków poucza: „Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy” (Hbr 11,1).
Zastanawiałem się w jaki sposób opisać prostszymi słowami tę skomplikowaną na pozór definicję. Do głowy przyszło mi bardzo proste porównanie.
Bardzo często w naszej firmie wystawiamy czeki. Dzięki tej formie płatności realizujemy część rozliczeń z naszymi komórkami organizacyjnymi czy niektórymi kontrahentami.
Czek, sam w sobie, jest po prostu zwykłym kawałkiem papieru. A jednak wystawiony przez odpowiednią instytucję i podpisany przez upoważnione do tego osoby, staje się bardzo ważnym narzędziem umożliwiającym wypłacenie gotówki zgodnej z dyspozycją odnotowaną na tym niepozornym „narzędziu”.
Być może trochę podobnie jest z naszą wiarą. Jest ona swoistym pasem transmisyjnym między dwoma bardzo realnymi rzeczywistościami: doczesnością i wiecznością, człowiekiem i Bogiem, pasem umożliwiającym niejako wgląd za zasłonę tego co niewidzialne. „Bez wiary nie można podobać się Bogu. Przystępujący bowiem do Boga musi uwierzyć, że [Bóg] jest i że wynagradza tych, którzy Go szukają” (Hbr 11,6).
Czy można tak wierzyć?
Być może dzisiejsze pierwsze czytanie, niejako dla równowagi dla tekstu ewangelicznego opisującego bojaźliwych apostołów Jezusa, stawia nam przed oczyma prawdziwych tytanów wiary: „Przez wiarę ten, którego nazwano Abrahamem, usłuchał wezwania Bożego, by wyruszyć do ziemi, którą miał objąć w posiadanie. Wyszedł nie wiedząc, dokąd idzie. Przez wiarę przywędrował do Ziemi Obiecanej, jako ziemi obcej, pod namiotami mieszkając z Izaakiem i Jakubem, współdziedzicami tej samej obietnicy. Oczekiwał bowiem miasta zbudowanego na silnych fundamentach, którego architektem i budowniczym jest sam Bóg. Przez wiarę także i sama Sara, mimo podeszłego wieku, otrzymała moc poczęcia. Uznała bowiem za godnego wiary Tego, który udzielił obietnicy. Przeto z człowieka jednego, i to już niemal obumarłego, powstało potomstwo tak liczne, jak gwiazdy niebieskie, jak niezliczony piasek, który jest nad brzegiem morskim (...). Przez wiarę Abraham, wystawiony na próbę, ofiarował Izaaka, i to jedynego syna składał na ofiarę, on, który otrzymał obietnicę, któremu powiedziane było: Z Izaaka będzie dla ciebie potomstwo. Pomyślał bowiem, iż Bóg mocen wskrzesić także umarłych, i dlatego odzyskał go, jako podobieństwo śmierci i zmartwychwstania Chrystusa (por 11,8-12.17-19).
Gdyby jednak przytoczone powyżej przykłady wciąż nie były w stanie przeważyć wrażenia jakie pozostało po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii, zachęcam Cię Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku, do sięgnięcia do innych fragmentów Biblii (szczególnie do 11 rozdziału listu do Hebrajczyków lub 7 rozdziału Dziejów Apostolskich) opisujących tych, którzy żyli wiarą i przez nią weszli do obiecanego im dziedzictwa.