Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Biblia

BIBLIA

Zakochani na misjach

Adam Dylus /Jezus.com.pl

 

„Następnie wyznaczył Pan jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie! Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: Pokój temu domowi! Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże” (Łk 10,1-9)

 

Czytając przytoczony dzisiaj tekst ewangeliczny, zdecydowałem się spojrzeć na niego przez pryzmat dwóch rzeczywistości.

 

Po pierwsze zastanawiam się, czy po dwóch tysiącach lat, Jezusowa misja skierowana przecież do konkretnych, siedemdziesięciu dwóch osób, jest jeszcze aktualna i w jakim zakresie. Po drugie, mając na uwadze tak bardzo rozpowszechnione dziś „Walentynki”, zastanawiam się, czy miłość dwojga ludzi musi spowodować automatyczny konflikt z zaangażowaniem misyjnym.

 

Co do pierwszej rzeczywistości, lektura Pisma Świętego oraz niektórych dokumentów kościelnych nie pozostawia żadnych wątpliwości. Każdy z nas, na mocy Chrztu Świętego, jest włączony w misję głoszenia Dobrej Nowiny, dokładnie tak samo (i na takich samych zasadach) jak uczniowie wysłani dwa tysiące lat temu przez Mistrza z Nazaretu. Przez Chrzest bowiem „każdy chrześcijanin uczestniczy w kapłaństwie Chrystusa, w Jego misji prorockiej i królewskiej; należy do plemienia królewskiego kapłaństwa, narodu świętego, ludu Bogu na własność przeznaczonego, aby ogłaszać dzieła potęgi Tego, który nas wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła (1 P 2, 9). Chrzest daje udział w kapłaństwie wspólnym wiernych” (por. Katechizm Kościoła Katolickiego 1268). „Ochrzczeni, odrodzeni (przez chrzest) jako synowie Boży, zobowiązani są do wyznawania przed ludźmi wiary, którą otrzymali od Boga za pośrednictwem Kościoła, i uczestniczenia w apostolskiej i misyjnej działalności Ludu Bożego” (por. KKK 1270).

 

Powyższe argumentowi dają niejako automatyczną odpowiedź na drugie pytanie. Miłość dwojga ludzi, pielęgnowanie życia małżeńskiego i rodzinnego wcale nie musi powodować konfliktu ze służbą dla Pana.

 

Myślę, że wspaniałym potwierdzeniem tej tezy są świadectwa licznych małżeństw, które decydują się na wyjazdy misyjne w różne miejsca globu. W ostatnią niedzielę na łamach największego polskiego tygodnika katolickiego „Gość Niedzielny”, przytoczono ciekawe wypowiedzi niektórych osób zaangażowanych w życie Wspólnot Neokatechumenalnych. Okazuje się bowiem, że rodziny należące do tego prężnego ruchu, często „pakują manatki i jadą w ciemno, na przykład do blokowisk byłego NRD. Szaleństwo? Racjonalnie rozumując, tak. Pierwsze 100 rodzin rozesłał w 1988 roku Jan Paweł II. Lucyna (psycholog) i Ryszard (redaktor naczelny Radia Lublin) Montusiewiczowie, rodzice dziewięciorga dzieci, wyjechali do Izraela w 1995 roku. - Papież skierował do rodzin apel o wyjście do innych ze słowem o Jezusie Chrystusie - opowiadają. - Odpowiedzią Drogi Neokatechumenalnej była gotowość wyjazdu na misje całych rodzin: wielodzietnych, z małymi brzdącami. Usłyszeliśmy wyraźnie, że jest to zaproszenie skierowane do nas. W Rzymie spotkało się kilkaset takich rodzin, gotowych do wyruszenia w drogę. Nie wiedzieliśmy, gdzie pojedziemy. Praktycznie odbywa się to przez losowanie. Można wylosować Hradec Kralowe, Berlin, Moskwę albo Wołgograd...

 

Wróciliśmy właśnie z trzyletniej misji we wschodniej Białorusi. Gdy wylosowaliśmy Jaffę, czułam się oszołomiona, ale czułam w sercu taką pieczęć, że to jest dzieło Pana Boga, że On o nas zadba.

 

Pojechali w ciemno. Mieszkali w Izraelu przez 11 lat. Ryszard, dziś ceniony dziennikarz, zaczynał od pracy jako salowy... (Marcin Jakimowicz, Kawał drogi, Gość Niedzielny Nr 6/2009 z dnia 8.02.2009 r.)

 

Wydaje mi się, że opisane powyżej świadectwa osób z Drogi Neokatechumenalnej mówi przede wszystkim o bardzo ciekawej rzeczywistości. Okazuje się bowiem, że miłość małżeńska niekoniecznie musi się zatrzymać na… współmałżonku. Prawdziwie, pełne „Bożego szaleństwa” zakochanie się w Panu, dla którego oboje małżonkowie chcą żyć i pracować, owocuje nie tylko wzrostem ich wzajemnej miłości, ale przynosi również wspaniałe świadectwo dla świata tak bardzo potrzebującego wiarygodnych świadków, żyjących blisko poszukujących Boga ludzi.