


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Gdy raz Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: Za kogo uważają Mnie tłumy? Oni odpowiedzieli: Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Piotr odpowiedział: Za Mesjasza Bożego. Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie” (Łk 9,18-22)
W pierwszym czytaniu biblijnym przeznaczonym na dzień dzisiejszy mędrzec Kohelet przypomina: „Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasądzono, czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania, czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów, czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich, czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania, czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia, czas miłowania i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju. Cóż przyjdzie pracującemu z trudu, jaki sobie zadaje? Przyjrzałem się pracy, jaką Bóg obarczył ludzi, by się nią trudzili. Uczynił wszystko pięknie w swoim czasie, dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata, tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł, jakich Bóg dokonuje od początku aż do końca” (Koh 3,1-11)
W przesłanie wyrażone przez Koheleta wpisuje się chyba również dzisiejsza Ewangelia. Z jednej bowiem strony widzimy w niej podniosły moment, w którym Piotr, wyznaje z mocą, że uważa Jezusa za Mesjasza Bożego, z drugiej jednak strony już w następnym zdaniu czytamy o zapowiedzi Mistrza, że będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie.
Myślę również, że podobne doświadczenie życiowe ma każdy człowiek. Wciąż przeplata się w nim radość i smutek, burzenie i budowanie, wysiłek i wypoczynek. Patrząc na taki „zaklęty krąg”, wielu uważa, że wszystko jest bezsensowne i próbuje w jakiś sposób poradzić sobie z codziennymi zmaganiami. Jedni próbują osiągnąć samospełnienie poprzez karierę, inni przez używki, seks itp.
W wywiadzie jakiego ostatnio udzieliła Paulinie Wilk słynna polska wokalistka Maria Peszek przyznaje ona bez oporów:
„Uważam, że każdy ma prawo do życia po swojemu, bez ideologii, schematów. Wychowałam się w domu, w którym 80-letnia babcia uczestniczyła w rodzinnych konkursach na zbereźne rymowanki. Dziadkowie inspirowali wolność, zmysłowość. A byli bardzo religijni, w domu nie panowała anarchia, tylko jasne kryteria dobra i zła”.
Paulina Wilk: Czyli seks nie ma nic wspólnego z rozkładem moralnym?
Maria Peszek: Rozkład moralny jest nieunikniony w sytuacji przymusu. Gdy się psu założy kaganiec, będzie chciał go pogryźć i uciec. Postuluję zakaz zakładania kagańców. Ludzie sami wiedzą, co jest dla nich dobre. Nikt nie musi im tego mówić.
P.W.: Nawet Kościół?
M.P.: Niektórym jest potrzebny do szczęścia. Mnie nie. I choć nie jest łatwo żyć bez oparcia w nieracjonalnej sile, na razie obywam się bez Pana Boga.
P.W.: Czy ta część nauki Kościoła, która przyjemności cielesne utożsamia z grzechem, ma jeszcze szansę trafić do młodych?
M.P.: Myślę, że już od jakiegoś czasu nie trafia. Potrzebna jest nowa definicja grzechu. Jeśli jest nim akceptacja siebie i odczuwanie przyjemności jako takiej, to polityka prorodzinna w naszym kraju się nie uda. Trudno żyć w ciągłym poczuciu winy.
P.W.: A pani proponuje zmartwychwstanie poprzez seks.
M.P.: „Ciała z ciałem czarymary, to moje wyznanie wiary. Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przez kochanie”. To nie prowokacja, tylko prawda: miłość sprawia, że przez chwilę czujemy się nieśmiertelni. Uważam, że życie jest tu i teraz. W to pozagrobowe nie mam wiary. Dlatego tak głośno nawołuję: sprawiajmy sobie radość, póki czas” (Paulina Wilk, Seks daje nieśmiertelność, wywiad z Marią Peszek, Rzeczpospolita z dnia 17.09.2008 r.).
Patrząc na próby poradzenia sobie z doświadczeniem przemijania i szukania odpowiedzi na najbardziej istotne dla człowieka pytania, chrześcijaństwo oferuje swoją definicję szczęścia. Nie potępia przyjemności, w tym również seksu. Nie wpaja człowiekowi wiecznego poczucia winy. Wskazuje raczej na bardzo ważną rzeczywistość, wyrażoną w zdaniu z dzisiejszej Ewangelii: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”.
W tym stwierdzeniu można odczytać niesamowite przesłanie dla każdego człowieka. To Syn Boży dobrowolnie ofiarował się na śmierć, aby nikt z ludzi nie musiał cierpieć wiecznego odrzucenia. To On przywrócił sens ludzkiemu życiu. Sprawił, że troski i trudy zyskują nowy wymiar, a przyjemności i radości wyrażają część Bożego planu dla naszej codzienności. W dodatku, u kresu naszego życia nie czeka nas nicość i pustka, lecz wspaniała przyszłość – zmartwychwstanie i wieczna szczęśliwość u boku Tego, który za nas umarł i zmartwychwstał.