


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Gdy upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Je do Jerozolimy, aby Je przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela. A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu” (Łk 2,22-35)
Czytając pierwsze zdania dzisiejszego fragmentu ewangelicznego, przede wszystkim zastanawiam się nad tym, czy Matka i Opiekun Jezusa musieli przestrzegać wszystkich przepisów Prawa i zgodnie z nimi poświęcić swojego Pierworodnego Syna Bogu? Czy za Jezusa musiała być złożona w ofierze para synogarlic lub dwa młode gołębie?
Wydaje się, że nie. Przecież sam Jezus - Jednorodzony Syn Wszechmocnego nie musiał podlegać przepisom prawa, które sam ustanowił. Mógł je zmienić. A jednak tego nie zrobił, podporządkowując się woli swojego Ojca. Od swoich najwcześniejszych lat, jak pokazują różne sceny opisane w Ewangelii, Mesjasz Izraela przez różne sytuacje, słowa i gesty pokazywał, że będzie doskonale i we wszystkim wypełniał wolę swojego Ojca.
Jednak na okoliczności w jakich znalazł się Jezus, można też spojrzeć z innej perspektywy. Być może gdyby Syn Przedwiecznego zaczął zmieniać Prawo i nie wypełniałby jego przepisów, nie doszłoby do wielu ważnych wydarzeń. Być może, gdyby Jezus nie znalazł się wraz z Maryją i w Świątyni, nie doszłoby do spotkania z Symeonem i Anną. Gdyby nie udał się do świątyni jako dwunastoletni chłopiec, nie zakomunikowałby ludziom części ważnego przesłania, które przyniósł na ten świat. Gdyby nie obchodził Szabatu, a szczególnie Paschy, nie zostalibyśmy wprowadzeni w szczególną głębię misterium jakiego dokonał.
Postępowanie naszego Mistrza, kieruje naszą uwagę ku zachowywaniu przykazań Bożych. Ich przestrzeganie jest de facto konkretnym potwierdzeniem miłości do Boga. Przypomina o tym święty Jan w swoim liście (którego fragment czytamy dzisiaj w pierwszym czytaniu): „Po tym zaś poznajemy, że znamy Jezusa, jeżeli zachowujemy Jego przykazania. Kto mówi: Znam Go, a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą i nie ma w nim prawdy. Kto zaś zachowuje Jego naukę, w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała. Po tym właśnie poznajemy, że jesteśmy w Nim. Kto twierdzi, że w Nim trwa, powinien również sam postępować tak, jak On postępował. Umiłowani, nie piszę do was o nowym przykazaniu, ale o przykazaniu istniejącym od dawna, które mieliście od samego początku; tym dawnym przykazaniem jest nauka, którąście słyszeli. A jednak piszę wam o nowym przykazaniu, które prawdziwe jest w Nim i w was, ponieważ ciemności ustępują, a świeci już prawdziwa światłość. Kto twierdzi, że żyje w światłości, a nienawidzi brata swego, dotąd jeszcze jest w ciemności. Kto miłuje swego brata, ten trwa w światłości i nie może się potknąć. Kto zaś swojego brata nienawidzi, żyje w ciemności i działa w ciemności, i nie wie, dokąd dąży, ponieważ ciemności dotknęły ślepotą jego oczy” (1 J 2,3-11)
Nie sposób jedynie deklarować swoją miłość do Boga czy Jezusa. Nie sposób ubierać ją w najpiękniejsze nawet słowa, jeśli bezwstydnie obnaża ją nasze postępowanie. Nie można kochać Boga nie wypełniając Jego przykazań, zarówno w wymiarze wertykalnym jak i horyzontalnym.
Zresztą „jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy /sama/ wiara zdoła go zbawić? Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta! - a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała - to na co się to przyda? Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie. Ale może ktoś powiedzieć: Ty masz wiarę, a ja spełniam uczynki. Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, to ja ci pokażę wiarę ze swoich uczynków” (Jk 2,14-18)