


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą do Niego, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili? A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić. Odpowiedział Mu Filip: Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać. Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu? Jezus zatem rzekł: Każcie ludziom usiąść! A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło. Zebrali więc, i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę” (J 6,1-15)
W pierwszym czytaniu mamy okazję poznać mało znane fakty z historii Narodu Wybranego. Jak przypomina nam jeden z faryzeuszy „imieniem Gamaliel, uczony w Prawie i poważany przez cały lud, (...) na początku I wieku pojawiło się kilku nietuzinkowych ludzi, którzy szybko stali się znani w całej ówczesnej Ziemi Świętej. Takim był na przykład „Teodas, podający się za kogoś niezwykłego. Przyłączyło się do niego około czterystu ludzi, został on zabity, a wszyscy jego zwolennicy zostali rozproszeni i ślad po nich zaginął. Potem podczas spisu ludności wystąpił Judasz Galilejczyk i pociągnął lud za sobą. Zginął sam i wszyscy jego zwolennicy zostali rozproszeni”
Czy jednak również Jezus powinien być traktowany tylko jako kolejny charyzmatyczny nauczyciel umiejący porwać za sobą tłumy? Jeśli tak, to znaczy że ta sprawa pochodzi tylko od ludzi i wcześniej czy później powinna się rozpaść. A jeżeli rzeczywiście pochodzi ona od Boga, warto się zastanowić, czy stając przeciw Jezusowi nie walczymy przypadkiem z samym Bogiem (por. Dz. 5,34-40).
Myślę bowiem, że jeśli Jezus byłby tylko jakimś wybitnym człowiekiem, wszelkie spektakularne wydarzenia, które miały miejsce za Jego życia, powinny zupełnie ustać po Jego śmierci. Przykładem może być chociażby dzisiejszy fragment Ewangelii. Jeśli Jezus w jakiś, sobie tylko znany sposób, dokonał tak wspaniałego czynu i pięcioma chlebami i dwoma rybami nakarmił co najmniej pięć tysięcy osób (jeśli przyjmiemy, że niektórzy mężczyźni przyszli z żonami, albo dziećmi, liczba ta mogła sięgać nawet do dziesięciu tysięcy), to jednak w dzisiejszych czasach takie zdarzenia nie powinny mieć już miejsca.
A jednak jestem przekonany, że cudowne rozmnożenie przez Jezusa pokarmów wciąż się dokonuje.
Sam doświadczyłem tego w ciągu... ostatnich 24 godzin.
Właśnie mniej więcej 24 godziny temu dowiedziałem się, że mój samochód ma znacznie poważniejsze problemy i uszkodzenia, niż mogło się wydawać. W związku z tym jego naprawa (konieczna do przeprowadzenia w związku z upływającym terminem przeglądu rejestracyjnego), pochłonęła prawie czterokrotnie więcej środków finansowych niż się spodziewałem. W ten więc sposób, na wiele dni przed wypłatą znalazłem się praktycznie bez środków do życia (zabrakło mi pieniędzy nawet na zakupy żywnościowe).
Nie wspominając nikomu o moich problemach, wybraliśmy się z żoną na spotkanie do znajomych z pewnej ewangelicznej społeczności chrześcijańskiej, z którymi mieliśmy okazję w tym roku przygotowywać Paschę dla wszystkich kościołów chrześcijańskich w naszym mieście. Czas u znajomych upłynął nam szybko i w bardzo miłej atmosferze. Opowiadaliśmy o zaangażowaniach, jakie podejmujemy w naszych kościołach, dzieliliśmy się naszym doświadczeniami działania Boga, przytaczaliśmy różne przykłady z przeszłości, kiedy Bóg nas zabezpieczał, a ja starannie omijałem temat dziury finansowej w jakiej znalazłem się „tu i teraz”. Kiedy nasze spotkanie dobiegało końca, nasz znajomy przekazał nam drobną kwotę pieniężną przeznaczoną na nasze działania w Kościele, a jego żona, ku naszemu totalnemu zaskoczeniu, podarowała nam olbrzymią miskę pierogów, które wcześniej przygotowała dla swojej rodziny. W ten, zupełnie niespodziewany sposób, Bóg zabezpieczył całkowicie jeden obiad dla naszej rodziny...
Następnego dnia wybraliśmy się z dziećmi na wycieczkę rowerową do parku, w którym inny nasz przyjaciel (z Kościoła Chrześcijan Baptystów), prowadzi sieć restauracji i barów z bardzo szeroką i zróżnicowaną ofertą kulinarną. Ten brat w Chrystusie tak ucieszył się naszą wizytą, że „postawił nam” (całej naszej rodzinie) przepyszny obiadek (pieczone filety z kurczaka z zestawem surówek). W ten zupełnie niespodziewany i zaskakujący sposób, Bóg zatroszczył się o kolejny posiłek dla całej naszej rodziny.
I choć wciąż nie wiem kiedy i w jaki sposób Bóg „znajdzie” pieniądze, potrzebne do „finansowego domknięcia” tego miesiąca (tym bardziej, że z żoną zostaliśmy zaproszeni do wzięcia udziału w międzynarodowym tygodniowym spotkaniu modlitewnym w Austrii), jestem przekonany, że nasz Pan wciąż może dokonywać (i dokonuje) dokładnie takich samych cudów jakie czynił prawie dwa tysiące lat temu.
On bowiem nie jest kolejnym super bohaterem, którego sława przemija kilka lat po śmierci, lecz kochającym mnie (i Ciebie) wszechmogącym Bogiem, zatroskanym o moje (Twoje) szczęście...