


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus powiedział do swoich uczniów: Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście. Rzekł do Niego Filip: Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy. Odpowiedział mu Jezus: Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie - wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca. A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię” (J 14,7-14)
Nie tak dawno (zaledwie trzy dni temu), czytaliśmy fragment Ewangelii wg Św. Jana dotyczący szczególnej relacji w jakiej trwa Syn i Ojciec. Dzięki tej relacji każde słowo Jezusa było doskonale zbieżne z wolą Bożą, a każdy Jego czyn był dokonany w mocy i autorytecie Ojca niebieskiego.
Jak wynika z przytoczonego dzisiaj fragmentu ewangelicznego taka szczególna relacja była niejako „warunkiem” dokonywania przez Jezusa wielkich, nawet nadprzyrodzonych dzieł, które tak wiele razy były odnotowane przez wszystkich Ewangelistów. Jeśli takie same dzieła (a nawet większe) mają się stać udziałem Jego uczniów, niezbędne jest, aby i oni trwali w takiej samej relacji z Ojcem, nieustannie ożywianej i motywowanej przez Ducha Świętego, który również w naszych sercach będzie wołał: „Abba, Ojcze!” (por. Gal 4,6)
Przy okazji warto podkreślić, że taki „typ relacji” jaką Jezus miał ze swoim Ojcem (i jaki powinni mieć również Jego uczniowie) „zakłada” niejako takie eksponowanie Osoby Boga, w którym jest On zdecydowanie na pierwszym miejscu. Widzimy to wyraźnie, czytając, chociażby w ostatnich dniach, fragmenty Ewangelii Janowej. Każde słowo wypowiedziane przez Jezusa i każdy Jego czyn były objawianiem Ojca niebieskiego. Podobnie chyba można powiedzieć o działalności pierwszych apostołów, którzy w wyraźny sposób zawsze wskazywali na Mistrza z Nazaretu i Ojca który Go posłał.
Taki sposób postępowania jest dość trudny, ponieważ stoi w sprzeczności z ludzkim pragnieniem sławy i eksponowania własnej osoby.
W pewien sposób obrazuje to również dzisiejsze pierwsze czytanie. Jak odnotowuje w swojej „książce” św. Łukasz: „W następny szabat po kazaniu Pawła w synagodze w Antiochii Pizydyjskiej zebrało się niemal całe miasto, aby słuchać słowa Bożego. Gdy Żydzi zobaczyli tłumy, ogarnęła ich zazdrość, i bluźniąc sprzeciwiali się temu, co mówił Paweł. Wtedy Paweł i Barnaba powiedzieli odważnie: Należało głosić słowo Boże najpierw wam. Skoro jednak odrzucacie je i sami uznajecie się za niegodnych życia wiecznego, zwracamy się do pogan. Tak bowiem nakazał nam Pan: Ustanowiłem Cię światłością dla pogan, abyś był zbawieniem aż po krańce ziemi. Poganie słysząc to radowali się i wielbili słowo Pańskie, a wszyscy, przeznaczeni do życia wiecznego, uwierzyli. Słowo Pańskie rozszerzało się po całym kraju. Ale Żydzi podburzyli pobożne a wpływowe niewiasty i znaczniejszych obywateli, wzniecili prześladowanie Pawła i Barnaby i wyrzucili ich ze swoich granic. A oni otrząsnąwszy na nich pył z nóg, przyszli do Ikonium, a uczniów napełniało wesele i Duch Święty” (Dz 13,44-52)
Powyższy tekst w jasny sposób pokazuje zderzenie dwóch sposobów postrzegania rzeczywistości: z jednej strony widzimy bowiem apostołów, którzy niestrudzenie, bez oczekiwania na słowa uznania ze strony ludzi głoszą odważnie słowo Boże, z drugiej natomiast widzimy wpływowych Żydów, którzy nie potrafią pogodzić się z takim działaniem głosicieli Dobrej Nowiny i mocą samego Słowa Bożego które skutecznie „zabiera” im chwałę, wpływy (i ludzi).
Myślę, że w każdym czasie i w każdym miejscu świata wciąż trwa walka między pychą ludzką i tzw. wartościami „wyższymi” (dla chrześcijan związanymi przede wszystkim z głoszeniem orędzia Dobrej Nowiny). Ta walka duchowa zawsze może się stać zarzewiem dużych konfliktów społecznych. Czy jednak trwanie w samouwielbieniu i lansowanie własnych koncepcji (i chwały) nie przyniesie jeszcze gorszego skutku?