


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„W owym czasie Jezus podniósł oczy na swoich uczniów i mówił: Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom. Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom” (Łk 6,20-26)
Szczerze mówiąc, czytam dzisiejszą Ewangelię z wielkim wzburzeniem. Ostatnia doba w moim życiu przyniosła kilka nieprzyjemnych zdarzeń: już snułem wielkie plany na przyszłość, już planowałem wspaniałe wydarzenia ewangelizacyjne, już przygotowywałem do wysłania zaproszenia do różnych znamienitych mówców, których chciałem zaprosić do poprowadzenia wspaniałych konferencji dotyczących rozwoju życia duchowego czy ewangelizacji. Niestety, w tym wszystkim, dał o sobie znać mój porywczy charakter i po serii nieprzyjemnych rozmów z pewnymi osobami, zdecydowałem się porzucić wszystkie projekty, wychodząc z założenia, że nie będę nikogo prosił i błagał o wprowadzenie ich w życie.
„Przespawszy” jednak cały problem, a co za tym idzie, spojrzawszy na wszystko jeszcze raz, z pewnej perspektywy czasowej, dochodzę do wniosku, że dzisiejsza Ewangelia jest w pewnym sensie odpowiedzią na mój ból i rozgoryczenie. Pokazuje mi bowiem, że zbyt naiwnie podszedłem do tematu moich zaangażowań w Kościele, mniemając błędnie, że każdy mój pomysł i każde przedsięwzięcie jakie tylko mi przyjdzie na myśl, będzie przez wszystkich przyjmowane z otwartymi rękami, a ja zapewne, wcześniej czy później doczekam się wyrazów uznania za swoją pracę i zaangażowanie...
Muszę przyznać, że w świetle słów dzisiejszej Ewangelii, raczej chyba nigdy tak nie będzie...
Nie jest to jednak najczęściej wina jakiegokolwiek człowieka. Na pewno nie jest to wina moich wczorajszych rozmówców, z którymi rozstałem się w tak nieprzyjemny sposób. Wydaje mi się, że prawdziwą przyczyną całego zamieszania jest Ktoś inny. Nieprzyjaciel ludzkości, Szatan, przez cały czas prowadzi bardzo wyrafinowaną, podstępną walkę przeciw wszystkiemu co Boże. On potrafi zaskoczyć każdego nieprzygotowanego na Jego atak. Z mało znaczących słów czy nieistotnych sytuacji, potrafi ukuć bardzo misterną intrygę, która rychło może przerodzić się w otwarty konflikt. Ludzie pod wpływem podszeptów szatańskich potrafią mocno uprzykrzyć życie innym, odebrać im jakąkolwiek radość (zamieniając ją w płacz i rozgoryczenie), a nawet rozpętać lawinę nienawiści i prześladowań.
Te wszystkie nieprzyjemne zdarzenia nie są oznaką Bożego działania, lecz raczej mocnej walki toczonej o Boże sprawy. Wycofanie się, zarzucenie wszystkich planów (szczególnie ewangelizacyjnych), obrócenie swojego gniewu przeciwko jakiemukolwiek człowiekowi, poddanie się piętrzącym trudnościom, oznacza zwycięstwo Nieprzyjaciela rodzaju ludzkiego.
Dlatego też w mojej dzisiejszej sytuacji, z całą moją słabością i rozgoryczeniem chcę z ufnością zwrócić się do Boga. Wiem, że jedynie On jest tym, który potrafi zabezpieczyć wszelkie potrzeby człowieka. On jest tym, który potrafi nakarmić zgłodniałych, pocieszyć zasmuconych. On czeka na każdego złamanego na duchu wołając: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię (Mt 11,28). Przez usta apostoła Piotra przypomina każdemu z nas: „Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was” (1 P 5,7). Mimo, że „diabeł jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć - mocni w wierze przeciwstawcie się jemu! (1 P 5,8).
Bóg przygotowuje nagrodę dla swoich wybranych. On pociesza każdego zasmuconego już tu, na ziemi. On zatroszczy się o rozwiązanie nierozwiązywalnych sytuacji. On przygotowuje jednocześnie miejsce przy swoim boku w niebie, tam gdzie płaczu i smutku już nigdy nie będzie.