


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus powrócił w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich. Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana. Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: Czy nie jest to syn Józefa?” (Łk 4,14-22a)
Tak się ciekawie złożyło, że ostatni film Międzynarodowej Fraternii Ekumenicznej „Net for God”, który otrzymaliśmy z Francji w grudniu 2008 r. poświęcony było osobie o. Raniero Cantalamessy - włoskiego kapucyna, rekolekcjonisty i kaznodziei domu papieskiego.
Na łamach naszego portalu dzieliłem się już kiedyś informacją o tym, że w czasie wakacji letnich 2008 r. miałem przywilej uczestnictwa w ciekawych rekolekcjach w Austrii, które prowadził o. Raniero. Teraz, dzięki materiałowi filmowemu, zyskałem szansę przypomnienia sobie niektóre treści, którymi ten niesamowity zakonnik dzielił się latem.
O. Raniero zarówno w czasie letnich nauk rekolekcyjnych, jak i podczas wywiadu zarejestrowanego na potrzeby Net for God, krótko opowiedział o swojej drodze życiowej. Jako bardzo zdolny student w 1962 roku uzyskał doktorat z teologii na Uniwersytecie we Fryburgu Szwajcarskim, a w 1966 doktorat z literatury klasycznej na Uniwersytecie Katolickim w Mediolanie. Na tymże Uniwersytecie został profesorem zwyczajnym historii starożytnego chrześcijaństwa, a nawet dziekanem wydziału teologii. W latach 1975-1981 należał do Międzynarodowej Komisji Teologicznej.
Jednak w pod koniec lat 70-tych przeżył niesamowicie mocne doświadczenie. Uczestnicząc w konferencji charyzmatycznej w Stanach Zjednoczonych, doświadczył osobistej, mocnej relacji a Jezusem i wypełniającej jego życie mocy Ducha Świętego.
Niedługo po tym, zdecydował się porzucić karierę naukową, chcąc dzielić się swoim doświadczeniem jako wędrowny kaznodzieja.
Zresztą oddajmy głos samemu ojcu Raniero:
„Przyszła mi do głowy myśl, aby przede wszystkim głosić królestwo Boże. Myślę, że jest to związane z odczuciem przeze mnie osoby Ducha Świętego, który pozwala rozpoznać Jezusa jako Pana, a następnie powołuje nas do tego, aby Go naśladować. Jednak zanim Jezus stanie się dla nas wzorem, najpierw jest darem, który mamy przyjąć od Ojca.
Szczególnie my, katolicy potrzebujemy tej zmiany punktu widzenia. Nasze kraje: Włochy i Polska od dawna były chrześcijańskie, dlatego nie odczuwaliśmy potrzeby, aby przywrócić takie głoszenie słowa Bożego. Spójrzmy jednak na kraje Ameryki Łacińskiej, gdzie wiele osób opuszcza Kościół katolicki, ponieważ w Kościele zielonoświątkowym odnajdują głoszenie słowa, które jest bardziej wyzwalające. Tam słyszą: „Chrystus umarł za twoje grzechy, jesteś wolny!” i ten styl głoszenia wywołuje wielkie wrażenie na słuchaczach. Myślę, że w krajach tradycyjnie katolickich musimy na nowo odkryć ten sposób nauczania, ponieważ również u nas sytuacja bardzo się zmieniła. Sekularyzacja jest tak rozpowszechniona, że na nowo trzeba głosić osobę Chrystusa. Dzisiejszy człowiek nie za bardzo przywiązuje wagę do obowiązków czy prawa, dlatego przede wszystkim trzeba mówić mu o darze Boga, jakim jest Jezus Chrystus” (Nie patrz Bogu na zegarek, wywiad Cezarego Sękalskiego z O. Raniero Cantalamessą, Głos Ojca Pio Nr 39/2006).
Takie głoszenie może dokonywać się jedynie w mocy Ducha Świętego. Przypomina nam o tym również dzisiejsza Ewangelia. Przecież słuchacze Jezusa w Nazarecie zostali zaskoczeni nie tyle nowymi tezami i naukami teologicznymi, ale mocą z jaką przemawiał Jezus.
Wydaje mi się, że dzisiejszy świat, również nie tyle potrzebuje nauczycieli ile świadków (tak mawiał papież Paweł VI), takich ludzi, którzy przeżywają niesamowicie głęboką relację z Jezusem i są prowadzeni mocą Ducha Świętego. Jedynie oni mogą stać się znakiem i zachętą do zbliżenia się do Pana, który każdemu chce udzielić takich samych, wspaniałych darów.