Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Biblia

BIBLIA

Wątpiący, odrzucający...

Adam Dylus /Jezus.com.pl

 

„Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry? I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał” (Mk 6,1-6)

 

W dobie kryzysu obejmującego coraz więcej obszarów naszego globu i coraz więcej dziedzin, wielu ludzi dziwi się, że Bóg nie działa w jakiś cudowny sposób ratując świat i swoich wiernych przed skutkami bankructw banków, zamykania firm, strat oszczędności całego życia itp.

 

Patrząc jednak na przytoczony dzisiaj fragment Ewangelii według św. Marka zastanawiam się czasami, czy współczesny człowiek (w tym również chrześcijanin) nie są w jakiś sposób współodpowiedzialni za sytuację w jakiej się znaleźliśmy.

 

Nie myślę tu jednak w pierwszym rzędzie o sprawach materialnych czy finansowych, lecz o doświadczeniu mocy i cudów Jezusa w codziennym życiu.

 

Można by bowiem postawić pytanie: Czy nie jest przypadkiem tak, że czytając Biblię i wspaniałe świadectwa różnych osób zaangażowanych w głoszenie Dobrej Nowiny, które opisują cuda jakich doświadczają w afrykańskim buszu, w krajach muzułmańskich, w puszczach amazońskich czy na dalekiej Syberii, nie patrzymy na to jak na pewnego rodzaju egzotykę, nie mającą wiele wspólnego z rzeczywistością? Czasami, w naszych oczach, takie świadectwa są wydają się być bliżej fantastyki naukowej, niż rzeczywistości w której żyjemy.

 

Jednak „popadając” w taką mentalność, już tylko jeden krok dzieli nas od powątpiewania w moc Jezusa. Wątpiąc w moc Jezusa, de facto lekceważymy Go, a wiarę wykluczamy poza nawias współczesnej rzeczywistości. Ponieważ zaś „bez wiary nie można podobać się Bogu” (Hbr 11,6), nie możemy się potem dziwić, że w naszym życiu nie doświadczamy cudów i znaków o jakich czytamy w różnych publikatorach (i za którymi w gruncie rzeczy tak bardzo tęsknimy).

 

Niestety, prezentując taki sposób myślenia, postępujemy dokładnie tak samo jak mieszkańcy Ziemi Świętej dwa tysiące lat temu. Przecież, jak przypomina dzisiejsza Ewangelia, właśnie z powodu ich niedowiarstwa, powątpiewania i braku wiary, Jezus nie mógł zdziałać cudów w swojej ojczystej krainie.

 

Nie chcę na łamach naszego szacownego portalu głosić tzw. Ewangelii sukcesu (obecnej bardzo mocno w niektórych współczesnych kościołach ewangelicznych), która zakłada, że chrześcijanin, jako dziecko Boże i dziedzic królestwa, powinien zawsze obfitować w zdrowie, powodzenie materialne itp. Nie chciałbym jednak również ulegać prądom zakładającym jakiś fałszywy, cierpiętniczy wizerunek człowieka wierzącego, który bez sprzeciwu przyjmuje wszystkie doświadczenia jakie na niego spadają...

 

Wydaje mi się, że nie możemy, jako uczniowie Jezusa, pozwolić sobie na nieustanne wycofywanie się z pewnych zasadniczych pozycji, związanych z wyznawanymi przez nas wartościami. Takie działania (jak pokazują chociażby strategie organizacji promujących homoseksualizm) pozwalają na przejmowanie przez nie-Bożych ludzi coraz większych wpływów w społeczeństwie i kształtowanie prawa w oparciu o swoje, sprzeczne z Bożymi nakazami normy.

 

Wiara w Jezusa wymaga niekiedy zdecydowanego sprzeciwu wobec takich inicjatyw. Być może niekiedy taki sprzeciw przyniesie nam wiele cierpień, lecz przecież nikt nie powiedział (i nie obiecał), że życie chrześcijanina będzie proste, łatwe i przyjemne. Wręcz przeciwnie: autor Listu do Hebrajczyków przypomina w jednym z fragmentów (czytanym dzisiaj w pierwszym czytaniu), że „jeszcze nie opieraliście się aż do przelewu krwi, walcząc przeciw grzechowi (...). Dlatego wyprostujcie opadłe ręce i osłabłe kolana! Proste czyńcie ślady nogami, aby kto chromy nie zbłądził, ale był raczej uzdrowiony. Starajcie się o pokój ze wszystkimi i o uświęcenie, bez którego nikt nie zobaczy Pana. Baczcie, aby nikt nie pozbawił się łaski Bożej, aby jakiś korzeń gorzki, który rośnie w górę, nie spowodował zamieszania, a przez to nie skalali się inni (Hbr 12,4.12-15).