


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta posługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku. Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z uczniów Jego, ten, który miał Go wydać: Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim? Powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano. Na to Jezus powiedział: Zostaw ją! Przechowała to, aby /Mnie namaścić/ na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie. Wielki tłum Żydów dowiedział się, że tam jest; a przybyli nie tylko ze względu na Jezusa, ale także by ujrzeć Łazarza, którego wskrzesił z martwych. Arcykapłani zatem postanowili stracić również Łazarza, Gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od Żydów i uwierzyło w Jezusa” (J 12,1-11)
Zastanawiam się, dlaczego autor Ewangelii, w przytoczonym dziś fragmencie, zdecydował się na podanie tylu szczegółów dotyczących czasu i miejsca akcji. Myślę, że być może, poprzez tak dokładne opowiadanie, św. Jan chciał podkreślić, że zbliżają się najbardziej doniosłe i najważniejsze chwile, w całej historii wszechświata. Już tylko kilka dni dzieli Jezusa od wydarzeń Ostatniej Wieczerzy, męki, śmierci, ale również zmartwychwstania.
Zapewne z tego właśnie powodu dzisiejsze Słowo Boże zostało też w pewien sposób wzbogacone tekstem zaczerpniętym z Księgi Proroka Izajasza, przypominającym o posłannictwie Mesjasza: „Oto mój Sługa, którego podtrzymuję. Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął; On przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On niezachwianie przyniesie Prawo. Nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy. Tak mówi Pan Bóg, który stworzył i rozpiął niebo, rozpostarł ziemię wraz z jej plonami, dał ludziom na niej dech ożywczy i tchnienie tym, co po niej chodzą. Ja, Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności” (Iz 42,1-7)
Patrząc na słowa zanotowane na końcu przytoczonego powyżej fragmentu, wydaje mi się, że można je odnieść do jednego z największych świąt żydowskich - Paschy: zarówno tej Paschy, jaka miała miejsce wiele wieków przed narodzeniem Jezusa, kiedy to Naród Wybrany został uwolniony z niewoli egipskiej i z ciemności nocy mógł wkroczyć w światło obłoku Bożego, który odgradzał go od ścigających Egipcjan i oświetlał mroki nocy, jak i Paschy naszego Pana – Jezusa Chrystusa, który przeszedł ze śmierci do życia, aby nikt z nas nie musiał pozostawać w niewoli grzechu, lecz trwać w pełni darów Bożych i doświadczać Jego mocy i błogosławieństwa w każdej rzeczywistości naszego życia.
Pascha Pana, a przede wszystkim Jego dar zbawienia ofiarowany darmo każdemu z nas (co najciekawsze, dar zupełnie niezasłużony przez nas i niezależny od naszych wysiłków), jest tak cenny, że warto ponieść dla niego wiele wyrzeczeń. Warto nie tylko spożywać posiłek pospiesznie, z przewiązanymi biodrami (jak Izraelici w noc wyjścia z Egiptu), warto nie tylko poświęcić funt szlachetnego, nardowego olejku (jak uczyniła to Maria), lecz, być może warto dać o wiele, wiele więcej...
No właśnie! Można w tym miejscu zapytać: „co warto jeszcze zrobić?”
Myślę, że w moim i Twoim życiu nadszedł wreszcie czas, aby zdecydowanie uwolnić się od tyranii bylejakości, słabości i ciągłych upadków. Zamiast tego, dzięki Krwi Jezusa, warto wejść w zupełnie nową i zwycięską rzeczywistość zmartwychwstania Pana...
Warto bowiem poświęcić wiele, nawet dobrych rzeczy, aby osiągnąć jeszcze lepszą rzeczywistość. A skoro tak, to „warto” przede wszystkim zostawić grzech, który nas nieustannie „dołuje”, wiedzie na niebezpieczne bezdroża i korzystając z zaproszenia Pana, wejść do prawdziwej światłości naszego Pana, który z miłości do każdego z nas „przetarł szlak”, abyśmy już nie musieli błądzić, lecz pewnie zmierzać do upragnionego celu życia wiecznego...