


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus powiedział do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika. Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony” (Łk 18,9-14)
Wydaje mi się, że przytoczony dzisiaj fragment ewangeliczny potocznie jest rozumiany jako potępienie postawy pychy (a być może nawet arogancji) przy jednoczesnym podkreśleniu pokory i uniżenia. Być może jednak warto w tym kontekście przyjrzeć się bardziej szczegółowo pierwszemu zdaniu. Jezus bowiem skierował wyżej wymienioną przypowieść do szczególnej grupy osób: tych, „co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili”.
Pismo święte w wielu miejscach przypomina, że „wszyscy razem zbłądzili, stali się nikczemni: nie ma takiego, co dobrze czyni, nie ma ani jednego” (Ps 14,3), „wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej” (Rz 3,23). Gdyby przez pryzmat tych wersetów spojrzeć na postawy wielu ludzi, może okazać się, że chełpienie się własną sprawiedliwością zakrawa nie tylko na skrajny przejaw pychy, ale również w pewien sposób na... bluźnierstwo wobec Boga, który jako jedyny jest sprawiedliwy.
Wyżej wymieniony fragment pokazuje też bardzo ważną rzeczywistość duchową. W jego świetle wyraźnie widać, że człowiek nie jest w stanie sam, jedynie przez własne zasługi, ani tym bardziej przez wypełnianie tego czy innego dobrego uczynku, „zasłużyć sobie” na łaskę Bożą. Co najciekawsze, tę łaskę otrzymuje właśnie nie ten kto jedynie mnoży pobożne i przepisane prawem uczynki , ale ten, kto z pokorą umie stanąć przed Panem, przyznać się do własnej słabości i grzeszności, zakładającej jednak konieczność podporządkowania całego swojego życia Bogu i Jego sprawiedliwości, zakrywającej nasze grzechy.
Dokładnie bowiem taki był zbawczy zamysł naszego Boga urzeczywistniony w misji Jezusa Chrystusa. „Jego to ustanowił Bóg narzędziem przebłagania przez wiarę mocą Jego krwi. Chciał przez to okazać, że sprawiedliwość Jego względem grzechów popełnionych dawniej - za dni cierpliwości Bożej - wyrażała się w odpuszczaniu ich po to, by ujawnić w obecnym czasie Jego sprawiedliwość, i [aby pokazać], że On sam jest sprawiedliwy i usprawiedliwia każdego, który wierzy w Jezusa” (Rz 3,25-26).
Myślę, że ten sam zamysł odzwierciedla również w pewien sposób słynny już dowcip o starszej kobiecinie, która po śmierci stanęła przed św. Piotrem.
Ten pouczył ją:
- Wiesz, że aby wejść do nieba, trzeba zgromadzić co najmniej 1000 punktów?
- Ale ja co niedzielę chodziłam do kościoła - przyznała kobieta
- Dobrze - odpowiedział św. Piotr - należy Ci się 1 punkt
- Codziennie modliłam się za cały świat...
- Dobrze, znów 1 punkt...
- Opiekowałam się chorą sąsiadką!
- Tak, należy ci się 1 punkt...
Rozmowa między kobieciną, a świętym Piotrem trwała już od dłuższego czasu, ale biednej staruszce, mimo wszelkich możliwych wysiłków nie udało się uzbierać nawet 20 punktów.
Wówczas zrozpaczona kobieta zawołała:
- Nie wiem już co robić! Panie Jezu! Ratuj!
Na te słowa św. Piotr zareagował bardzo szybko:
- Dobrze - 1000 punktów - możesz wejść do nieba!
Wydaje mi się, że to (zapewne zbyt mocno) uproszczone opowiadanie przekazuje jednak bardzo ważną prawdę: Do nieba nie można się dostać dzięki własnym wysiłkom czy za własne zasługi, lecz jedynie dzięki Odkupieńczej śmierci Jezusa na krzyżu, która usprawiedliwiła nas z naszych grzechów.
Dlatego też stając przed Panem na modlitwie wolę „wszystko uznać za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim - nie mając MOJEJ SPRAWIEDLIWOŚCI, pochodzącej z Prawa, lecz BOŻĄ SPRAWIEDLIWOŚĆ, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze” (Flp 3,8-9).