


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie! A wy [bądźcie] podobni do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie” (Łk 12,35-38)
Czytając przytoczony dzisiaj fragment ewangeliczny, z reguły koncentrujemy się na postawie sług, którzy powinni oczekiwać swojego pana powracającego z uczty weselnej. W dodatku, najczęściej odnosimy ten fragment do innej, bardzo podobnej przypowieści zanotowanej w dwudziestym piątym rozdziale Ewangelii wg Św. Mateusza - przypowieści o dziesięciu pannach: pięciu roztropnych i pięciu nierozsądnych.
Chciałbym jednak dzisiaj zwrócić Twoją uwagę Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku na postać pana, powracającego z uczty weselnej. Wydaje mi się, że Jezus wspaniale potrafił wczuć się w doświadczenie radosnego, naładowanego pozytywnymi emocjami człowieka, który uczestnicząc w podniosłym świętowaniu, po powrocie do swojego domu „zapala go” swoim entuzjazmem i dynamizmem.
Przecież każdy z nas, wracając z wesela, jeszcze wiele godzin po zakończeniu uroczystości w pewien sposób przeżywa jego nastrój. Wciąż wspomina przebieg uroczystości, wygląd pana młodego, fryzurę czy ubiór panny młodej, ilość prezentów, a także spotkanych przyjaciół, rozmowy, zabawę itp. Każdy z nas, w pewien sposób „naładowany” optymizmem młodych ludzi, którzy wsparci przez rodzinę i przyjaciół wkraczają na nową drogę życia, wraca do domu pełen nowej, „pozytywnej energii” (choć czasami bardzo zmęczony).
Zapewne podobnie było w życiu bohatera dzisiejszej przypowieści Jezusa. Jego zachowanie zupełnie wykraczało poza ramy przyjętych wówczas obyczajów. Być może ten dobry „pan”, również naładowany „pozytywną energią”, mimo późnej pory (drugiej, czy trzeciej straży, czyli według żydowskiego sposobu liczenia między godziną 22.00 a 2.00 w nocy, lub między 2.00 w nocy a 6.00 rano), mógł zapomnieć o podziale społecznym i zasiąść ze swoimi sługami do stołu, przepasać się i sam im usługiwać, właśnie dlatego, że był podekscytowany radosnymi przeżyciami przyjęcia weselnego z którego powrócił?
Można by zapytać: cóż to za radosna nowina, skoro pan (w którym możemy bez problemu rozpoznać naszego Zbawiciela), uniża się do pozycji sługi? Myślę, że tą najwspanialszą nowiną jest wiadomość o Zbawieniu, otwarciu drzwi do Królestwa Bożego dla każdego kto wierzy. Ta Dobra Nowina jest tak istotna, że nie sposób zachować ją tylko dla określonej grupy ludzi (na przykład wywodzących się z jednego tylko narodu, zajmujących ważną pozycję społeczną, czy posiadających odpowiednie wykształcenie).
Jezus, jak przypomina dzisiejsze pierwsze czytanie, „przyszedłszy zwiastował pokój wam, którzyście daleko (czyli poganom - przypomnienie A.D.), i pokój tym, którzy blisko (czyli Żydom – przypomnienie A.D.), bo przez Niego jedni i drudzy w jednym Duchu mamy przystęp do Ojca. A więc nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga - zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus. W Nim zespalana cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim i wy także wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha” (por. Ef 2,17-21)
Ta dobra nowina, stanowiąca osnowę życia chrześcijańskiego pomaga każdemu z nas czekać cierpliwie na powrót naszego Pana. Jego powrót oznacza bowiem dla każdego z nas zaproszenie do wcięcia udziału w niekończącej się „uczcie przygotowanej dla wszystkich ludów, uczcie z tłustego mięsa, uczcie z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. (...) Wtedy Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza, odejmie hańbę od swego ludu na całej ziemi, bo Pan przyrzekł. I powiedzą w owym dniu: Oto nasz Bóg, Ten, któremuśmy zaufali, że nas wybawi; oto Pan, w którym złożyliśmy naszą ufność: cieszmy się i radujmy z Jego zbawienia!” (por. Iz 25,6-9)
Miłość naszego Zbawcy polega nie tylko na tym, że „istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi” (Flp 2,6-8), ale również na tym, że wieczność chce przeżywać... w naszym towarzystwie...