


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz” (Łk 11,29-32)
Być może, gdyby próbować „skategoryzować” ludzi ze względu na ich odniesienie do rzeczy duchowych, można by wyodrębnić dwie podstawowe grupy. Jedni bowiem wciąż domagają się jakichś nadnaturalnych interwencji Bożych i nie są w stanie zaufać Panu bez doświadczenia wyraźnych znaków z Jego strony. Inni natomiast, w pokorze i z zaufaniem potrafią się rzucić „przez wiarę” w ramiona kochającego Ojca, nie kalkulując i nie rozważając wszystkich argumentów „za i przeciw”.
Kiedy przeczytałem dzisiejsze pierwsze czytanie, zrozumiałem, że w pewien sposób przynosi ono odpowiedź na pytanie czemu się tak dzieje. W Liście do Galatów św. Paweł przytacza znaną historię starotestamentalną. „Abraham miał dwóch synów, jednego z niewolnicy, a drugiego z wolnej. Lecz ten z niewolnicy urodził się tylko według ciała, ten zaś z wolnej - na skutek obietnicy. Wydarzenia te mają jeszcze sens alegoryczny: niewiasty te wyobrażają dwa przymierza; jedno, zawarte pod górą Synaj, rodzi ku niewoli, a wyobraża je Hagar: Natomiast górne Jeruzalem cieszy się wolnością i ono jest naszą matką. Tak to, bracia, nie jesteśmy dziećmi niewolnicy, ale wolnej. Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli” (Ga 4,22-24.26-27.31-5.1)
Wydaje mi się, że ludzie tkwiący wciąż w niewoli prawa i przepisów, nie doświadczają poczucia własnej wartości, a co za tym idzie, często nie potrafią nabrać wiary we własne siły. Dlatego też poprzez różne działania próbują pokazać zarówno innym ludziom, jak i Bogu, że są kimś ważnym i znaczącym. Próbują zainteresować wszystkich wokół ich przeżyciami czy kłopotami, choć trzeba przyznać, że potrafią się też bardzo mocno chwalić swoimi sukcesami i radościami. Ludzie tacy, nie mając doświadczenia miłości Bożej, wciąż żądają od Pana przekonywujących dowodów Jego obecności i troski o ich życie (mimo, że gdyby się dokładniej przyjrzeli mogliby zapewne takie znaki zobaczyć każdego dnia i każdej godziny).
Druga kategoria, o której można coś powiedzieć w oparciu o wyżej przytoczony fragment, to osoby przeżywające w swojej codzienności niesamowitą i ważną prawdę, że zostały wyzwolone przez Chrystusa do życia w wolności dzieci Bożych. Ludzie z taką świadomością, nie potrzebują nikomu udowadniać swojej wartości. Nie żyją w nieustannym stresie, martwiąc się tym, kto i co będzie o nich mówił. Wiedzą bowiem, że są ukochanymi dziećmi Ojca w niebie i to przede wszystkim ta godność decyduje o ich znaczeniu w świecie doczesnym i duchowym. Takie osoby, codziennie przeżywając miłość i doświadczenie miłości Bożej wiedzą, że mogą zawsze liczyć na miłość Ojca, a dzięki temu, nawet jeśli nie do końca rozumieją jakieś wydarzenia, są w stanie wszystko zawierzyć Bogu, a przez to doświadczyć Jego szczególnej mocy.
Być może osoby czy grupy przedstawione w dzisiejszej Ewangelii są pewnego rodzaju reprezentantami obu kategorii: do jednej z nich należą zapewne Żydzi żądający od Jezusa kolejnego znaku z nieba. Do drugiej kategorii można chyba zaliczyć królową z Południa, która wyruszyła w długą podróż, aby posłuchać mądrości Salomona czy ludzi z Niniwy, którzy na słowo proroka Jonasza, podjęli dzieła pokuty i nawrócenia. I królowa, i Niniwici podjęli działania z ludzkiego punktu widzenia irracjonalne. A jednak w swojej wierze, to właśnie to osoby mogły oglądać niesamowite dzieła Boże.
Zupełnie inaczej zachowało się wielu Żydów mających możliwość słuchania nauki Pana Jezusa. Tkwiąc w okowach Prawa, w swojej przewrotności, wciąż żądali znaków i cudów, uważając, że jedynie poprzez nie będzie można „uwiarygodnić” misję Jezusa (a co za tym idzie potrzebę ich nawrócenia). W związku z taką postawą nie tylko zostali mocno skarceni przez Mistrza z Nazaretu, ale również sami pozbawili się wielu owoców Jego dzieła.
Mam nadzieję, że my sami, wkraczając w dzisiejszy dzień (a może też w nowy tydzień pracy czy nauki), z czystym i wdzięcznym sercem będziemy przeżywać naszą wolność w Chrystusie, zawierzając Mu każdą nadchodzącą godzinę życia i wszelkie okoliczności nadchodzącego czasu. Może właśnie poprzez sytuacje w jakich się znajdziemy, będziemy mogli w szczególny sposób doświadczać dziecięctwa Bożego i Jego szczególnej troski i miłości.