


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Gdy Jezus mówił, pewien zwierzchnik /synagogi/ przyszedł do Niego i, oddając pokłon, prosił: Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i włóż na nią rękę, a żyć będzie . Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za nim. Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Bo sobie mówiła: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Jezus obrócił się, i widząc ją, rzekł: Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła. I od tej chwili kobieta była zdrowa. Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: Usuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi. A oni wyśmiewali Go. Skoro jednak usunięto tłum, wszedł i ujął ją za rękę, a dziewczynka wstała. Wieść o tym rozeszła się po całej tamtejszej okolicy” (Mt 9,18-26)
Paralelny fragment zapisany przez św. Marka nieco inaczej przedstawia przytoczoną przez Mateusza sytuację: „Przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał. A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. (...) Przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela? Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: Nie bój się, wierz tylko! I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia, wszedł i rzekł do nich: Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi. I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: Talitha kum, to znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań! Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat” (Mk 5,22-29.35-42)
Niezależnie jednak od drobnych różnic w relacji obu Ewangelistów, sprawa opisanych w przytoczonych wyżej fragmentach biblijnych dwóch cudów, jest niepodważalna. Co więcej, można powiedzieć bez wahania, że oba przypadki „konsultowane” i „rozwiązane” przez Jezusa niewątpliwie należały do tzw. beznadziejnych. Potwierdza to zarówno jednoznaczna diagnoza uczonych lekarzy, którzy przez dwanaście lat próbowali bezskutecznie leczyć kobietę cierpiącą na krwotoki, jak i relacja osób zebranych w domu Jaira, którzy jednoznacznie potwierdzili śmierć jego ukochanej córeczki.
Wydaje mi się, że dzisiejsza Ewangelia skierowana jest do Ciebie i do mnie właśnie dlatego, że chce w szczególny sposób zwrócić naszą uwagą na sprawy „beznadziejne”, które na skutek interwencji samego Jezusa mogą być „rozwiązane” w tak samo prosty sposób, jak niedawno czytany przez nas opis, w którym Jezus uzdrowił z gorączki teściową Piotra. Dla Mistrza z Nazaretu nie ma bowiem żadnej różnicy w działaniu i czynieniu cudów, niezależnie od stopnia zaawansowania choroby, związania demonicznego a nawet przekroczenia granicy śmierci.
I choć może w Twoim czy moim życiu, nie ma w tej chwili przypadków osób tak ciężko chorych (czy nawet zmarłych), myślę jednak, że nieprzypadkowo, właśnie dzisiaj, przed nasze oczy trafia tak „spektakularny” przykład działania mocy Bożej. Z mojego obecnego doświadczenia wiem, jak wiele jest spraw bardzo, bardzo trudnych, takich, z których po ludzku nie widać wyjścia...
Być może naszą odpowiedzią na usłyszane czy przeczytane dzisiaj Słowo Boże, powinna być postawa ponowienia totalnego zawierzenia Ojcu w niebie. W Jego rękach wszystkie te sprawy, które obecnie nas całkowicie przerastają, mogą zostać nie tylko pomyślnie rozwiązane, ale nawet przynieść nam pokój i radość...