


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Biada wam, faryzeuszom, bo dajecie dziesięcinę z mięty i ruty, i z wszelkiego rodzaju jarzyny, a pomijacie sprawiedliwość i miłość Bożą. Tymczasem to należało czynić, i tamtego nie opuszczać. Biada wam, faryzeuszom, bo lubicie pierwsze miejsce w synagogach i pozdrowienia na rynku. Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą. Wtedy odezwał się do Niego jeden z uczonych w Prawie: Nauczycielu, tymi słowami nam też ubliżasz. On odparł: I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie” (Łk 11,42-46)
W przestrzeni życia religijnego w Polsce, funkcjonuje wiele wspólnot i ruchów. Jedne z nich działają bardzo prężnie i dynamicznie, skutecznie zachęcając do pogłębiania życia duchowego. Wspaniałe świadectwo zaangażowania w sprawy Boże, często przyciąga do takich grup młodych ludzi. Niestety, w miarę upływu czasu, niektóre z tych wspólnot osiągają pewien „poziom stagnacji”, często związany z uchwaleniem pokaźnych zbiorów przepisów, które w założeniu członków danej społeczności mają ją wyróżniać spośród innych. Często powstaje wielka reguła życia wspólnotowego, a w niej szczegółowe zapisy próbujące unormować najdrobniejsze nawet sytuacje życiowe oraz ustalić określoną liczbę obowiązkowych spotkań, modlitw i posług. Taki obrót sprawy skutecznie zniechęca wielu członków do angażowania się w posługę grupy. Co gorsza, często, na skutek swoistego namnożenia spotkań i obowiązków, dochodzi do zatracenia pierwotnego charyzmatu i skupienia się jedynie na przestrzeganiu litery prawa.
Ale są też inne wspólnoty. Znam jedną z takich wspólnot o zasięgu międzynarodowym, działającą również w naszym kraju. Jeśli zdarzyłoby się Tobie, Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku, przebywać wśród ludzi z tej wspólnoty, często mógłbyś(abyś) usłyszeć słowa: „zrób to w wolności”. Gdybyś był na przykład zaproszony(a) na jakiś weekend formacyjny, usłyszałbyś zapewne niezbędny dodatek, abyś przymierzył(a) się do uczestnictwa w tym czasie, ale... „w wolności”. Jeśli zostałbyś obarczony jakimś zadaniem, również mógłbyś(abyś) je podjąć, ale „w wolności”. To sformułowanie oznacza, że członkowie tej wspólnoty, aczkolwiek również posiadający swoją regułę życia, starają się codziennie rozeznawać swoje bieżące zaangażowania, aby przypadkiem nie popaść w wir aktywizmu, czy przestrzegania prawa jedynie ze względu na sam przepis. Dlatego też członkowie tej wspólnoty: celibatariusze konsekrowani, duchowni, czy małżeństwa (związani ślubami czasowymi czy wieczystymi), nie mają jakiejś obsesji na punkcie mnożenia posług i spotkań. Może wielu z Was zdziwiłoby się, gdyby zobaczyło członków tej wspólnoty podczas ich wyjścia na lodowisko, na basen, czy nawet na dobry film do kina...
Czemu dzisiaj wybrałem akurat takie przykłady? Przecież dotyczą one życia wspólnotowego. Kiedy jednak czytam dzisiejszą Ewangelię w szczególny sposób zastanawiają mnie słowa wypowiedziane przez Jezusa do faryzeuszy: „to należało czynić, i tamtego nie opuszczać”. Te słowa świadczą o tym, że Pan Jezus nie ganił faryzeuszy za ich postawę dawania dziesięciny „z mięty i ruty, i z wszelkiego rodzaju jarzyny”. Wręcz przeciwnie - pochwalił ich za wierność przepisom. Niestety, zachowywanie w życiu codziennym tak dużej ilości nakazów i zakazów powoduje często… zatracenie istoty rzeczy. Poza tym, sam wysiłek w przestrzeganiu niezliczonej liczby zobowiązań, może spowodować również zwyczajne, ludzkie zmęczenie i rozdrażnienie, a co za tym idzie antyświadectwo dla miłości Bożej...
Czasami widzę ludzi narzucających sobie wielkie ciężary, rzekomo dla chwały Bożej. Często też obserwuję, że wielu z nich, po krótkim czasie zmagania z narzuconymi sobie obowiązkami, staje się coraz bardziej zgorzkniała i wyczerpana. Sprawy Boże schodzą na dalszy plan, a na pierwsze miejsce wysuwają się przepisy prawa.
W każdym takim przypadku potrzebny jest umiar i właściwe rozeznanie duchowe w mocy Ducha Świętego oraz w oparciu o rady duchownych, rodziny czy przyjaciół. W Kościele nie obowiązuje zasada: „żyj szybko i umieraj młodo”. Wręcz przeciwnie, Bóg pragnie naszego intensywnego życia, ale przebiegającego w oparciu o nakazy zdrowego rozsądku, tak, aby w zdrowiu i radości można było przez wiele lat głosić innym wspaniałą nowinę o Bożej miłości.
Kiedy czytam dzisiejszą Ewangelię, wiem, że nie wzywa mnie ona do rezygnacji z dawania dziesięciny. Nie nawołuje ona do porzucenia wszelkich przepisów i życia w samowoli. Przypomina jednak, że znacznie ważniejsze niż jakiekolwiek zewnętrzne gesty, jest zakorzenienie życia na mocnym, Bożym fundamencie.