


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi. Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia” (Łk 19,41-44)
Tydzień temu miałem ciekawe spotkanie: siostra pewnego człowieka przyszła do nas z prośbą o pomoc w ratowaniu małżeństwa jej brata. Wraz z moją żoną modliliśmy się z nią i rozmawiali przez wiele godzin. Zastanawialiśmy się co takiego stało się w tym związku, że doszło do tak dramatycznej sytuacji.
Aby dobrze zrozumieć całość konfliktu w tym małżeństwie konieczne okazało się „cofnięcie się w czasie”.
Okazało się bowiem, że już w rodzinnym domu tej dziewczyny i jej brata, niejako „od zawsze” dochodziło do konfliktów między rodzicami. Wszystkie dzieci od początku wzrastały więc w atmosferze nieporozumień i kłótni.
Kiedy brat naszej przyjaciółki przygotowywał się do opuszczenia domu i wstąpienia w związek małżeński, na etapie narzeczeństwa, raz po raz ujawniały się wyraźne konflikty z przyszłą żoną.
Oboje zdecydowali się jednak na ślub, sądząc, że małżeństwo pomoże im jakoś rozwiązać wiele nieporozumień. Niestety, już po kilku miesiącach ich związku okazało się, że konflikty i nieporozumienia wybrzmiewają niejako z nową mocą. W efekcie nieporozumień dochodziło do większych, czy mniejszych awantur, które w końcu spowodowały, że żona podjęła decyzję o odejściu.
Brat naszej przyjaciółki został więc sam, lecz tak mocno przeżył to rozstanie, że poważnie się rozchorował. Lekarze nie dawali mu nawet większych szans na przeżycie. Widząc taki stan swojego męża, żona, mimo oporów i wątpliwości, zdecydowała się na powrót do niego. Kiedy tylko na powrót małżonkowie zamieszkali razem, mąż dość szybko zaczął wracać do pełni sił, ale też... do starego, „konfliktowego” stylu życia.
Być może w efekcie tego, żona po raz kolejny zdecydowała się na rozstanie, znajdując zresztą pocieszenie w ramionach innego mężczyzny (kilkakrotnie doszło do zdrady).
W efekcie opisanych wyżej wydarzeń oboje małżonkowie zdecydowali się na wdrożenie oficjalnej sprawy rozwodowej.
Na tym etapie doszło jednak do ciekawego wydarzenia. Brat naszej przyjaciółki został przez nią zaproszony do obejrzenia spektaklu ewangelizacyjnego „Bramy nieba i płomienie piekła”. W trakcie oglądania przedstawienia, został bardzo głęboko poruszony treściami prezentowanymi w sztuce. Pod wpływem tego ewangelizacyjnego narzędzia, poprosił swoją siostrę o wskazanie mu biblijnego nauczania na temat małżeństwa i rodziny (szczególnie w kwestii rozwodów).
Niestety, słuchając jednym uchem nauczania przekazywanego mu wytrwale przez siostrę, nie zaprzestawał przy okazji wertować na przykład ofert towarzyskich zamieszczanych w Internecie przez różne panie. Co więcej, stwierdził, że poprzez Internet, poznał pewną kobietę, która na pewno go uszczęśliwi.
Może się dziwisz Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku, że w kontekście Ewangelii mówiącej o zburzeniu Jerozolimy, piszę o jakichś problemach życiowych dotyczących rozpadającego się związku małżeńskiego.
Myślę jednak, że wypowiedziane w dzisiejszym fragmencie ewangelicznym przestrogi Jezusa, doskonale obrazują sytuację w jakiej znalazł się brat naszej przyjaciółki.
Można chyba powiedzieć, że i on (trochę podobnie jak Jerozolima) nie rozpoznał czasu swojego nawiedzenia.
Od dziecka miał przecież możliwość zapoznawania się z Ewangelią. Od urodzenia chodził do kościoła. Przez pewien czas był nawet ministrantem w swojej parafii. Mimo, różnych perturbacji życiowych, przez które przeszedł, Pan Bóg wciąż upominał się o niego (i Jego przyrzeczenie małżeńskie) dając mu szansę bardzo praktycznego i obrazowego (a także wstrząsającego) zobaczenia odpowiedzialności ludzi wierzących za swój wieczny los (o tym właśnie mówią BRAMY NIEBA i PŁOMIENIE PIEKŁA).
A jednak, nie rozpoznając dobrze czasu swojego nawiedzenia, dał się przez Nieprzyjaciela otoczyć wałem, dał się „oblec i ścisnąć zewsząd”. Zamiast czerpać radość ze swojego powołania małżeńskiego, zamiast nawet w trudnościach patrzeć w niebo, dał się powalić na ziemię w taki sposób, że z dotychczasowego życia nie pozostał prawie kamień na kamieniu.
Nasz Wróg sprytnie wykorzystuje takie sytuacje. On w szczególny sposób otacza nas wałem nie pozwalającym zobaczyć jakiejkolwiek nadziei na rozwiązanie sytuacji. On ściska nas zewsząd: poprzez pokusy, słabości, ogrom problemów, smutek, rozczarowanie itp. W takich okolicznościach dość łatwo jest dać się powalić.
Trzeba jednak w tym miejscu z całą mocą przypomnieć, że „większy jest Ten, który jest w nas, od tego, który jest w świecie” (por. 1 J 4,4). Tylko w Nim jest nasze zwycięstwo.