


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu modlił się tymi słowami: Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś. Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata. Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich” (J 17,20-26)
W pewnym mieście żył pastor znany z ostrych, antykatolickich kazań. Potępiał w nich doktrynę Kościoła Katolickiego, a wiernych tego wyznania nazywał bałwochwalcami, bluźniercami i heretykami.
Pastor zestarzał się i... postanowił przyłączyć się do katolików...
W jego rodzimym zborze zapanowała konsternacja. Delegacja współwyznawców udała się do niego, prosząc kategorycznie o udzielenie wyjaśnień:
- Jak to? Przez całe życie głosiłeś tak ostre, antykatolickie kazania. Przez całe życie potępiałeś wszystko w co oni wierzą. A teraz przed śmiercią przenosisz się do nich?!
Pastor odpowiedział krótko i rzeczowo:
- No bo widzicie, wolę, żeby umarł ktoś od nich, niż ktoś z nas...
Przytoczony powyżej dowcip pokazuje, że w wielu środowiskach wciąż jeszcze podsycany jest żar niezgody a czasami nawet nienawiści. Jest to tym bardziej bolesne, że dzisiejsza Ewangelia bardzo jasno i zdecydowanie podkreśla, co najmniej dwie, bardzo ważne kwestie.
Po pierwsze pewną „legitymizacją”, uwiarygodnieniem misji uczniów Jezusa jest świadectwo wzajemnej miłości. Po drugie - to właśnie to świadectwo pomaga w głoszeniu Dobrej Nowiny. Inaczej bowiem trudno przekonywać kogoś do nawrócenia, przebaczenia zranień, wyciągnięcia ręki do zgody, jeśli sam głosiciel nie będzie potrafił przebaczyć i przyjąć w miłości brata czy siostry z innego kościoła.
Dzięki Bogu, można chyba powiedzieć, że współczesny dialog ekumeniczny rozwija się i zatacza coraz szersze kręgi. Chociaż, być może, w sferze teologicznej nie widać już tak wyraźnych postępów, jakie obserwowane były na przykład w drugiej połowie XX wieku, to jednak w sferze tzw. „ekumenizmu duchowego”, dialog ogarnia wciąż nowe środowiska, w tym szczególnie ludzi młodych.
Będąc ostatnio w Austrii na spotkaniu modlitewnym w małej grupie osób, miałem okazję przyglądać się takiemu wymiarowi ekumenizmu.
Każdy dzień naszych spotkań modlitewnych rozpoczynała Eucharystia sprawowana w kaplicy domu, w którym mieszkaliśmy. Co ciekawe, na tej Eucharystii była obecna i Żydówka Mesjanistyczna i przedstawicielka wolnego kościoła protestanckiego i katolicy (reprezentujący zarówno obrządek rzymski jak i syryjski). Cała grupa aktywnie włączała się w liturgię mszalną, uczestnicząc nawet w procesji komunijnej (oczywiście za wyjątkiem przyjmowania Ciała i Krwi Pańskiej - w tym miejscu kapłan sprawujący Mszę, modlił się indywidualnie nad każdym nie-katolikiem).
W czasie spotkań modlitewnych i dzielenia wszyscy uczestnicy swobodnie poruszali różne zagadnienia ekumeniczne, wielokrotnie podkreślając, że ich dobra relacja z innymi kościołami bardzo często wynikała z faktu wspaniałego świadectwa wiary prezentowanego przez przedstawicieli jednego czy drugiego wyznania.
Być może takie i podobne spotkania coraz bardziej wprowadzają współczesnych uczniów Jezusa w chwałę Bożą, którą Ojciec dał Synowi. Być może pomagają coraz bardziej odnajdywać się w miłości Ojca niebieskiego. Być może wreszcie coraz bardziej przybliżają chwilę, w której świat uwierzy w Jezusa...