Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Biblia

BIBLIA

Przynieść do Jezusa!

Adam Dylus /Jezus.com.pl

 

„Jezus wsiadł do łodzi, przeprawił się z powrotem i przyszedł do swego miasta. I oto przynieśli Mu paralityka, leżącego na łożu. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: Ufaj, synu! Odpuszczają ci się twoje grzechy. Na to pomyśleli sobie niektórzy z uczonych w Piśmie: On bluźni. A Jezus, znając ich myśli, rzekł: Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach? Cóż bowiem jest łatwiej powiedzieć: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań i chodź! Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do paralityka: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu! On wstał i poszedł do domu. A tłumy ogarnął lęk na ten widok, i wielbiły Boga, który takiej mocy udzielił ludziom” (Mt 9,1-8)

 

Czytając powyższy fragment, wielu ludzi skupia się jedynie na uzdrowieniu z paralityka albo (i) na odpuszczeniu grzechów. Myślę jednak, że przytoczone dzisiaj Słowo Boże można interpretować znacznie szerzej.

 

Być może należałoby Mu przyjrzeć pod kątem potwierdzenia generalnej zasady zbawczego działania Bożego, działania na które nikt i nigdy nie może sobie zasłużyć. Przecież opisany w przed chwilą przeczytanym tekście paralityk nie mógł o własnych siłach zrobić niczego, aby zasłużyć na odpuszczenie grzechów. Co więcej, on nie umiał (i nie mógł) nawet przyjść do Jezusa.

 

W tym kontekście przypomina mi się jeszcze inny fragment ewangeliczny mówiący o łotrze ukrzyżowanym obok Jezusa. Można powiedzieć, że był on nawet w gorszej sytuacji niż opisany dzisiaj paralityk. O ile bowiem nasz dzisiejszy bohater miał jeszcze czas na nawrócenie, o ile miał serdecznych przyjaciół, którzy przynieśli go do Jezusa, o tyle dla łotra na krzyżu były to ostatnie chwile życia. Co gorsza, w takiej chwili, jedyny jego kompan, ukrzyżowany za podobne przestępstwo nie tyle kierował go w stronę Jezusa, ile raczej odwodził od Niego, urągając Ukrzyżowanemu Nauczycielowi i bluźniąc.

 

Jednak wydaje mi się, że dzisiejszy fragment Ewangelii nie tylko pokazuje jasno, że na zbawienie nie można sobie zasłużyć. Pokazuje również, że bardzo często do Jezusa przyprowadzają nas nasi znajomi i przyjaciele, którzy już wcześniej odkryli przygodę życia z Panem i chcą się tą Dobrą Nowiną dzielić z innymi.

 

Dlatego też warto chyba dzisiaj podziękować Bogu za tych wszystkich, którzy nie wytykali nam naszych grzechów, nie krytykowali nas, nie zniechęcali albo pozostawiali w osamotnieniu, ale w odpowiednim momencie naszego życia przyprowadzili nas do Jezusa, abyśmy mogli od Niego przyjąć odpuszczenie grzechów i uwolnienie od naszego duchowego paraliżu. Być może część z tych ludzi odeszła już do Pana, być może z częścią z nich straciliśmy już kontakt. Jednak chyba ani jedno, ani drugie nie przeszkadza, aby dzisiaj (chociażby w porze porannej czy wieczornej modlitwy) podziękować Bogu za ich trud i wysiłek.

 

Ale przy okazji rodzi się jeszcze inna myśl: Skoro bowiem nasza droga do Pana została często zapoczątkowana w bardzo trudnym momencie naszego życia, w czasie, kiedy sami nie mogliśmy się „pozbierać”, warto też zastanowić się, czy nie dobrze byłoby w pewien sposób wykorzystać podobną drogę w stosunku do tych, którzy żyją w naszym najbliższym otoczeniu. Może wśród naszych przyjaciół, sąsiadów, kolegów i koleżanek z pracy, mamy takich, którzy są już całkowicie sparaliżowani lękiem, problemami czy grzechem w który weszli.

 

Może w najbliższych dniach (albo nawet dzisiaj) warto, zamiast oceny i kolejnego wytykania błędów (które być może jeszcze bardziej zniechęca naszych bliźnich do nawrócenia), przyjść do nich raczej ze słowem pełnym pociechy i zachęty: dokładnie tak, jak przyjaciele paralityka z dzisiejszej Ewangelii. Może zamiast prawić jakieś kazania, warto po prostu przynieść taką osobę do Jezusa. Może uda się ją zaprosić na jakiś spotkanie modlitewne? Być może jednak pierwszym krokiem będzie zaproszenie takiej osoby na kawę i opowiedzenie jej o swojej drodze wyjścia z problemu.

 

Ale może być i tak, że i na takie działanie jest jeszcze za wcześnie. Może od dzisiaj trzeba przynosić taką osobę przed Boży tron w naszej codziennej modlitwie, aby Duch Święty - najlepszy przyjaciel człowieka, przygotowywał jej serce na czas spotkania z Panem.