


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„W Kafarnaum lud powiedział do Jezusa: Jakiego dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Dał im do jedzenia chleb z nieba. Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu. Rzekli więc do Niego: Panie, dawaj nam zawsze tego chleba! Odpowiedział im Jezus: Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie” (J 6,30-35)
Słowo „pracodawca”, w języku polskim było (i jest) czasami stosowane zamiennie z wyrażeniem „chlebodawca”. Myślę, że taka zamienność słów, wynika z pewnej, skądinąd słusznej, konstrukcji myślowej. Podkreśla ona w szczególny sposób, że to właśnie poprzez pracę zarabiamy na nasze utrzymanie i nasz... chleb codzienny.
Jednak, w wielu przypadkach zdarza się (i niestety chyba coraz częściej), że pracodawca (chlebodawca), zaczyna... uzależniać człowieka od siebie. Zakazuje mu na przykład po rozwiązaniu stosunku pracy, podejmowania pracy w konkurencyjnej firmie (co jest w pewien sposób zrozumiałe), zawęża możliwość swobodnego gospodarowania czasem (wzywając do pracy w soboty, czy inne dni wolne), czy wreszcie narzuca takie czy inne poglądy. Co gorsza, wielu ludzi, w pogoni za chlebem, powoli wyzbywa się swoich zasad, dopasowuje się do otaczającej rzeczywistości czy promowanej ogólnie „poprawności politycznej”.
Przykładem tego było między innymi wydarzenie szeroko opisywane w ubiegłym tygodniu.
Podczas finału konkursu na najpiękniejszą Amerykankę doszło do niemałego skandalu. „Miss Kalifornii Carrie Prejean, murowana kandydatka do tytułu, miała odpowiedzieć na pytanie znanego homoseksualisty Pereza Hiltona. Zapytał ją, czy amerykańskie stany powinny, jej zdaniem, zalegalizować małżeństwa osób tej samej płci.
Ku zaskoczeniu Hiltona 21-letnia kandydatka na Miss Ameryka odpowiedziała, że wierzy w małżeństwo będące związkiem kobiety i mężczyzny. - Tak zostałam wychowana. Taki pogląd panuje w moim kraju i w mojej rodzinie - powiedziała, wywołując grymas niezadowolenia na twarzy rozmówcy.
Perez Hilton, który był jednym z jurorów, zablokował kandydaturę kalifornijskiej piękności. Tytuł najpiękniejszej Amerykanki otrzymała Miss Karoliny Północnej, a Miss Kalifornii musiała się zadowolić drugim miejscem. Kilka godzin później w swoim blogu Perez Hilton otwarcie przyznał, że pogrążyła ją „niepoprawna odpowiedź”. Przy okazji nazwał ją głupią suką i napisał, że gdyby mimo wszystko została wybrana, wskoczyłby na scenę i zerwał jej z głowy koronę.
(...) Carrie Prejean zapewnia, że nie żałuje swojej odpowiedzi. - Wiem, że kosztowało mnie to koronę. Powiedziałam jednak to, w co wierzę i co jest prawdziwe. Wpojono mi, żeby nigdy nie iść na kompromis z własnymi przekonaniami - mówiła wczoraj.
- Myślę, że to pytanie było testem, któremu poddał mnie Bóg. To był test mojego charakteru i mojej wiary. Czuję się jak prawdziwa zwyciężczyni - oświadczyła (Piotr Zychowicz, Gej kontra miss, Rzeczpospolita z dnia 22.04.2009 r.)
Wydaje mi się, że postawa wicemiss, jest naprawdę godna najwyższego szacunku. Ta dziewczyna zrozumiała, że prawdziwe dobro nie polega na osiągnięciu doczesnego sukcesu i „czerpaniu korzyści” z życia. Nie skusiła ją sława, ani łatwy chleb (należy bowiem pamiętać, że w ślad za tytułem miss idą zawsze ogromne pieniądze między innymi z bajecznych kontraktów reklamowych). Ta dziewczyna zrozumiała również to, co czym przypomina dzisiejsza Ewangelia: że prawdziwym „chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu (...) Kto do Niego przychodzi, nie będzie łaknął; a kto w Niego wierzy, nigdy pragnąć nie będzie”. Żadne pieniądze tego świata, ani najwspanialsze zaszczyty nigdy nie zaspokoją prawdziwego głodu ludzkiego serca. Może on zostać zaspokojony jedynie przez Tego, który jest nas stworzył.