Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Biblia

BIBLIA

Powtórne narodzenie

Adam Dylus /Jezus.com.pl

 

„Był wśród faryzeuszów pewien człowiek, imieniem Nikodem, dostojnik żydowski. Ten przyszedł do Niego nocą i powiedział Mu: Rabbi, wiemy, że od Boga przyszedłeś jako nauczyciel. Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, jakie Ty czynisz, gdyby Bóg nie był z Nim. W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwo Bożego. Nikodem powiedział do Niego: Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się? Jezus odpowiedział: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha” (J 3,1-8)

 

Większość nurtów odnowy Kościoła (w tym szczególnie wspólnoty charyzmatyczne) bardzo mocno akcentuje tzw. „przyjęcie Jezusa jako osobistego Pana i Zbawiciela”. Nie zaprzeczając fundamentalnej łasce Chrztu Świętego, ludzie z tych kręgów akcentują potrzebę osobistego zaakceptowania (czy potwierdzenia) deklaracji wiary, którą za każdego z nas złożyli kiedyś rodzice i rodzice chrzestni.

 

Nie jest to jakiś nowy, odosobniony pogląd. Wiele ruchów kościelnych zrodzonych na przykład w Kościele Katolickim po Soborze Watykańskim II postrzega takie osobiste doświadczenie jako fundament odnowy i rozwoju życia duchowego. Wystarczy wspomnieć chociażby ruch oazowy stworzony przez ks. Franciszka Blachnickiego (z jego pojęciem deuterokatechumenatu), który z założenia ma pomóc człowiekowi w świadomym przeżywaniu wiary zadeklarowanej kiedyś, na Chrzcie, przez rodziców, czy ruch neokatechumentalny, który z tak wielką dynamiką rozwija się na całym świecie (w tym również w Polsce).

 

Podobnie doświadczenia ma wielu ludzi. W ubiegłym roku miałem przywilej uczestnictwa w rekolekcjach prowadzonych przez o. Raniero Cantalamessę - kaznodzieję Domu Papieskiego. W czasie jednej z nauk rekolekcyjnych podzielił się on również swoim osobistym doświadczeniem nawrócenia. Jak wspomniał, nigdy my się nie śniło, że doświadczy kiedyś tak niesamowitego prowadzenia Bożego. Wydawało mu się, że on, zakonnik i kapłan wyświęcony w 1958 roku, w dodatku, ceniony naukowiec, doktor teologii na uniwersytecie we Fryburgu (Szwajcaria) oraz literatury klasycznej na Uniwersytecie Katolickim Najświętszego Serca w Mediolanie (Włochy), wykładowca na Uniwersytecie w Mediolanie, nie będzie potrzebował w swoim życiu niczego więcej. A jednak, kiedy zetknął się z ruchem charyzmatycznym i mimo swojej nieufności, wziął udział w jednej z konferencji charyzmatycznych w Stanach Zjednoczonych, przeżył tak głębokie doświadczenie spotkania z żywym Jezusem, że musiał nawet przyznać, że rozprawę doktorską na temat chrystologii u Tertuliana, napisał o jakimś... zupełnie innym Chrystusie.

 

To doświadczenie spowodowało, że o. Raniero zdecydował się porzucić katedrę w Mediolanie, zostawić ścieżkę wielce obiecującej kariery naukowej i zgodnie z charyzmatem franciszkańskim, jako wędrowny kaznodzieja, zająć się głoszeniem Słowa Bożego. Jako dynamiczny, pokorny a przede wszystkim skuteczny duszpasterz, o. Cantalamessa został bardzo szybko dostrzeżony w Kurii Rzymskiej, a papież Jan Paweł II mianował go kaznodzieją Domu Papieskiego.

 

Ja również ma bardzo podobne doświadczenie. Kiedyś ze wszystkich sił starałem się służyć Bogu. Od dziecka byłem ministrantem, lektorem, oazowiczem, potem animatorem. Choć bardzo starałem się zasłużyć na łaskę Bożą i angażować w Boże sprawy, nie umiałem odnaleźć pokoju serca. Kiedy zdecydowałem się na wejście w związek małżeński, ustaliłem z żoną maksymalnie dużo szczegółów dotyczących podziału obowiązków, sposobu rozwiązywania konfliktów, priorytetów w wychowaniu dzieci itp. Jednak te nasze ustalenia bardzo szybko legły w gruzach. Nasze małżeństwo (niestety, szczególnie z mojej winy) przeżywało coraz większe kryzysy, które doprowadziły nas w 1992 roku właściwie na skraj rozpadu.

 

Wtedy też nasi przyjaciele (widząc co się dzieje) zaproponowali nam wyjazd na „wczasy dla rodzin chrześcijańskich”. Tam zobaczyłem ludzi zupełnie innych niż ja. Na modlitwie klaskali, wznosili swoje ręce, nie wypowiadali jakichś utartych formułek, lecz... rozmawiali z Bogiem jak z przyjacielem.

 

W dniu 17 lipca 1992 roku jeden z prowadzących te wczasy wypowiedział znamienne dla mnie słowa: „Jeśli czujesz, że Twoje życie wali się w gruzy, jeśli nie potrafisz dać sobie rady z samym sobą i otaczającymi cię problemami, przyjdź teraz do Jezusa. Powierz mu całe swoje życie!”. I chociaż tego wieczoru, w pomieszczeniu w którym wtedy przebywaliśmy, było, oprócz mnie, jeszcze 50 innych osób, czułem, że te słowa skierowane są do mnie. Wyszedłem na środek sali i w prostych słowach zawierzyłem swoje życie i wszystkie jego problemy Panu Jezusowi, dając Mu prawo do władania w każdej sferze. Przemiana jakiej doświadczam od tego czasu w moim małżeństwie, modlitwie, służbie w Kościele, sprawach finansowych, jest tak rewolucyjna, że opisywanie szczegółów zajęłoby co najmniej kilkanaście stron. I chociaż ciągle, w wielu dziedzinach wciąż toczę walkę z grzechem, wiem, że od tamtej chwili moje życie jest zupełnie inne.

 

Dlatego też patrząc na dzisiejszą Ewangelię wiem, że tylko nowe narodzenie z wody i Ducha Świętego, o którym mówił Jezus do Nikodema, a szczególnie świadome i dojrzałe potwierdzenie wiary i przyjęcie mocy Pocieszyciela, może przynieść człowiekowi szczęście w przeżywaniu doczesności i nowy zapał w dążeniu do wieczności.