


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11,25-30)
Jakie „rzeczy” zostały przez Ojca niebieskiego zakryte przed mądrymi i roztropnymi, a objawione prostaczkom?
Na powyższe pytanie, w pewien sposób, przynosi odpowiedź dzisiejsze pierwsze czytanie. Św. Jan przypomina: „Nowina, którą usłyszeliśmy od Niego i którą wam głosimy, jest taka: Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności. Jeżeli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą. Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości, wtedy mamy jedni z drugimi współuczestnictwo, a krew Jezusa, Syna Jego, oczyszcza nas z wszelkiego grzechu. Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, [Bóg] jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości. Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki. Dzieci moje, piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli. Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca - Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy i nie tylko
za nasze, lecz również za grzechy całego świata” (1 J 1,5-2,2)
Powyższe przesłanie jest proste. Można by nawet powiedzieć bardzo proste...
Jednak wystarczy spojrzeć na każdego z nas aby zrozumieć, że trudno jest ludziom mądrym i roztropnym (za jakich uważa się większa część społeczeństwa) przyjąć takie przesłanie Ewangelii. Być może przeszkodą staje się nasze... doświadczenie życiowe.
Aby bowiem zdobyć wysoką pozycję społeczną trzeba skończyć ileś tam szkół i fakultetów, zaangażować się w działalność polityczną, osiągnąć sukces w biznesie. Aby być dostrzeżonym przez innych, trzeba naprawdę wiele z siebie dać. Aby na przykład zasłużyć na względy szefa, trzeba niejednokrotnie zostać po pracy w biurze, podjąć się realizacji nowych zadań (często za te same pieniądze), bez szemrania zjawiać się w pracy na każde wezwanie bossa. Aby zostać dobrym sportowcem, trzeba latami nie tylko wytrwale trenować, ale również pozostawać w dobrym układzie z trenerem i zarządem klubu. Aby zostać dyrektorem szkoły czy zakładu pracy, trzeba nie tylko wykazać się odpowiednimi kwalifikacjami, ale również zaangażowaniem wszystkich sił w wykonywane czynności.
A u Boga?
A u Boga jest dokładnie odwrotnie. To zawsze On wychodzi naprzeciw człowieka. To On podaje swoją rękę i to nie wtedy, kiedy człowiek jest już blisko doskonałości, lecz wręcz przeciwnie, wtedy, kiedy nie radzi sobie z samym sobą i kiedy upada w grzech. Bóg nie czeka na to, aż człowiek sam osiągnie świętość (bo raczej nigdy by się na to nie doczekał). On przychodzi do tych, którzy są utrudzeni i obciążeni. Do tych którzy się źle mają. Cieszy się z każdego grzesznika, który się nawraca...
Dla mnie najbardziej zastanawiającym przykładem Jego działania jest obietnica dana łotrowi na krzyżu. Ten człowiek na pewno w żaden sposób nie zasłużył na swoje zbawienie. A jednak, żałując za swoje grzechy i uznając w osobie Jezusa Chrystusa jedyny ratunek, otrzymał niesamowity dar: został „kanonizowany” przez samego Pana.
Po prostu...