


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi. A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie - ani na niebo, bo jest tronem Bożym; ani na ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem wielkiego Króla. Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nie możesz nawet jednego włosa uczynić białym albo czarnym. Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5,33-37)
Zgodnie z definicją przysięga to „deklaracja ustna, na ogół sformalizowana, o ustalonym tekście, zwanym rotą przysięgi, przeznaczona do publicznego wygłoszenia. Złożenie przysięgi stanowi gwarancję przestrzegania umowy, dotrzymania zobowiązania, wywiązania się z powinności. Niedotrzymanie przysięgi (krzywoprzysięstwo) pociąga za sobą skutki honorowe - utratę czci, godności, zaufania publicznego; czasem również religijne, gdy przysięga obwarowana jest klątwą” (za Wolną Encyklopedią WIKIPEDIA)
Zastanawiam się jednak, dlaczego konieczne jest składanie przysięgi? Czyżby bez niej nie było gwarancji przestrzegania umowy, dotrzymania zobowiązania, wywiązania się z powinności?... Albo, odwracając sytuację: czy złożenie przysięgi naprawdę gwarantuje prawdomówność i prawość postępowania?
Wydaje się, że tak nie jest...
Przykłady znajdujemy nawet w Biblii. Wystarczy sobie przypomnieć chociażby postawę Piotra czekającego na dziedzińcu domu arcykapłana na rozwój sytuacji podczas przesłuchania Jezusa. Kiedy „podeszła do niego jedna służąca i rzekła: I ty byłeś z Galilejczykiem Jezusem, on zaprzeczył temu wobec wszystkich i rzekł: Nie wiem, co mówisz. Gdy wyszedł ku bramie, zauważyła go inna i rzekła do tych, co tam byli: Ten był z Jezusem Nazarejczykiem. I znowu zaprzeczył POD PRZYSIĘGĄ: Nie znam tego człowieka. Po chwili ci, którzy tam stali, zbliżyli się i rzekli do Piotra: Na pewno i ty jesteś jednym z nich, bo i twoja mowa cię zdradza. Wtedy począł się zaklinać i PRZYSIĘGAĆ: Nie znam tego Człowieka” (por. Mt 26,69-74; Mk 14,67-71).
Podobne postępowanie jest wcale nierzadko spotykane we współczesnym świecie. Przypominam sobie na przykład co najmniej kilka odcinków popularnego w Polsce serialu sądowego „Sędzia Anna Maria Wesołowska”, w czasie których, dopiero w ostatniej fazie procesu, na sali rozpraw, dochodziło do ujawnienia istotnych dla śledztwa danych, które wcześniej, mimo złożonej przed prokuratorem i sądem przysięgi i wynikającej z tego odpowiedzialności karnej, były skutecznie ukrywane albo świadomie przeinaczane przez poszczególnych uczestników postępowania karnego (pragnących ugrać coś dla siebie lub uniknąć zasłużonej kary).
Niestety, taka mentalność dotyka również różne środowiska chrześcijańskie (nawet osoby piastujące wysokie urzędy kościelne), które czasami potrafią zaprzeczać oczywistym faktom, licząc na to, że nie wyjdą one na jaw i nie skompromitują ich w oczach opinii publicznej.
Dlatego napomnienie Jezusa zawarte w dzisiejszej Ewangelii potwierdza po raz kolejny oczywisty fakt: to nie przysięga staje się gwarancją prawdy. Gwarancją prawdy jest... sam człowiek. Już słynny grecki dramatopisarz Ajschylos (ur. 525 p.n.e. w Eleusis, zm. 456 p.n.e.) twierdził, że „to nie przysięga sprawia, że wierzymy człowiekowi, ale człowiek - że wierzymy przysiędze”...
Wydaje się jednak, że taką postawę może prezentować jedynie taka osoba, która doskonale zdaje sobie sprawę z istnienia „Najwyższej Instancji”, taka, która wie, że sama z siebie „nie może nawet jednego włosa uczynić białym albo czarnym” i „przy całej swej trosce ani jednej chwili nie może dołożyć do wieku swego życia” (por. Mt 6,27).
Taki człowiek będąc posłuszny Bogu, wie, że wszelkie „owijanie rzeczy w bawełnę”, a także różne mniejsze czy większe kłamstewka (podejmowane nawet ze względu na szlachetny i dobry cel), są w rzeczywistości podszeptami Szatana, który w każdej sferze stara się sprowadzić człowieka na manowce fałszu.
Taki człowiek zawsze mówi: tak, tak; nie, nie...
I... jest to prawdą...