


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus powiedział do swoich uczniów: To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał - aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali” (J 15,12-17)
Pamiętasz zapewne, Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku, stwierdzenie sformułowane przez jednego z moich znajomych (a cytowane już a łamach naszego Portalu): „jeśli Bóg mówi, człowiek powinien wysłuchać tego dokładnie, ale jeżeli On mówi dwa lub trzy razy, należy na to zwrócić szczególną uwagę”.
W dniu dzisiejszym (podobnie zresztą jak wczoraj) jesteśmy konfrontowani właśnie z takim tekstem.
Dlaczego Bóg decyduje się na tę „powtórkę”?
Myślę, że co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, jestem przekonany, że przykazanie miłości jest jedną z najbardziej fundamentalnych prawd chrześcijaństwa. Poza tym wydaje mi się nasz Mistrz chce nam niejako pomóc w „przełożeniu” Jego Słowa na konkretne, praktyczne zastosowania.
Być może zadanie praktycznego zastosowania przykazania miłości zostało postawione przed Apostołami i starszymi pierwotnego Kościoła, kiedy okazało się, że do wierzących Żydów, którzy w pierwszych latach stanowili 100 % wierzących w Jezusa, zaczęło dołączać coraz więcej osób pochodzenia pogańskiego, nie mających wcześniej styczności z nauczaniem Starego Testamentu, obietnicami udzielonymi prorokom itp. Można powiedzieć, za autorem Listu do Efezjan, że byli to ludzie „obcy względem społeczności Izraela i bez udziału w przymierzach obietnicy, nie mający nadziei ani Boga na tym świecie (Ef 2,12)
Jak w takim układzie potraktować tych, którzy przeciwnie do Ludu Wybranego, nie byli przez wieki przygotowani na przyjęcie Zbawiciela, ale chcieli kroczyć Jego drogami?
Apostołowie, pomni na przykazanie miłości zostawione im przez Nauczyciela i Mistrza podeszli do tego zagadnienia z wielką troską i wyrozumiałością. Jak czytamy w dzisiejszym pierwszym czytaniu: „Po naradzie w Jerozolimie apostołowie i starsi wraz z całym Kościołem postanowili wybrać ludzi przodujących wśród braci: Judę, zwanego Barsabas, i Sylasa i wysłać do Antiochii razem z Barnabą i Pawłem. Posłali przez nich pismo tej treści: Apostołowie i starsi bracia przesyłają pozdrowienie braciom pogańskiego pochodzenia w Antiochii, w Syrii i w Cylicji. Ponieważ dowiedzieliśmy się, że niektórzy bez naszego upoważnienia wyszli od nas i zaniepokoili was naukami, siejąc zamęt w waszych duszach, postanowiliśmy jednomyślnie wybrać mężów i wysłać razem z naszymi drogimi: Barnabą i Pawłem, którzy dla imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa poświęcili swe życie. Wysyłamy więc Judę i Sylasa, którzy powtórzą wam ustnie to samo. Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne. Powstrzymajcie się od ofiar składanych bożkom, od krwi, od tego, co uduszone, i od nierządu. Dobrze uczynicie, jeżeli powstrzymacie się od tego. Bywajcie zdrowi! Wysłannicy przybyli więc do Antiochii i zwoławszy lud, oddali list. Gdy go przeczytano, ucieszyli się z jego pocieszającej treści. (Dz 15,22-31)
Jak widać z powyższego fragmentu, na wierzących pochodzenia pogańskiego (w tym również na nas) nie zostały nałożone jakieś dodatkowe ciężary, oprócz tego co niezbędne w wyznawaniu wiary w Pana Jezusa. Ci ludzie (w tym także i my), nie znający wcześniej nauczania Proroków i obietnic zbawczych, zostali włączeni w szlachetne drzewo oliwne jakim jest Izrael, dokładnie na tych samych zasadach, jak wierzący pochodzenia żydowskiego. Oni również bez żadnej różnicy zostali nazwani przyjaciółmi Jezusa. Bez żadnej różnicy stali się uczestnikami dokładnie tych samych obietnic, co wierzący Żydzi. Przecież w ich sercach, dokładnie tak samo jak w sercach wierzących pochodzenia żydowskiego, jest obecny ten sam Duch Święty, który woła Abba, Ojcze! (por. Rz 8,15).
Takie rozwiązania zapewne nie mieściły się w ówczesnej mentalności ani Żydów, ani Greków. A jednak Jezus wybrał właśnie taki sposób działania, aby zgromadzić wokół siebie owce z „tej” i „z innej” owczarni.
Być może jest to również jakaś wskazówka dla współczesnego ruchu ekumenicznego. Być może, prowadząc dialog z „tymi” czy „tamtymi”, powinniśmy częściej wracać do postanowień i ducha tzw. Pierwszego Soboru Jerozolimskiego. A może, wzorem niektórych środowisk, powinniśmy przygotować duchowy grunt pod nowy, Drugi Sobór Jerozolimski, który mógłby się stać narzędziem pojednania zarówno między istniejącymi obecnie kościołami chrześcijańskimi jak i wierzącymi Żydami (w tymi miejscu osobom posługującym się językiem angielskim gorąco polecam zapoznanie się ze stroną anglojęzycznym stronę www.tjcii.org)...