


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: Do grzesznika poszedł w gościnę. Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie. Na to Jezus rzekł do niego: Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło” (Łk 19,1-10)
Nie tak dawno miałem okazję gościć w moim domu dyrektora Biblijnego Stowarzyszenia Misyjnego w Polsce - pana Jerzego Marcola. Mój gość, oprócz prezentacji kierunków pracy Stowarzyszenia, podzielił się również ze mną i moimi przyjaciółmi swoimi refleksjami na temat znanego nam wszystkim fragmentu, odnotowanego w dzisiejszym pierwszym czytaniu: „Aniołowi Kościoła w Laodycei napisz: To mówi Amen, Świadek wierny i prawdomówny, Początek stworzenia Bożego: Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap 3,14-16).
Potoczne rozumienie tego fragmentu zakłada, że Panu Bogu podobają się ludzie konkretni i zdecydowani - albo źli albo dobrzy, wyraziści w swoich przekonaniach. Jednak po wysłuchaniu refleksji dyrektora BSM, zastanawiam się, czy nie warto, być może, zweryfikować taki sposób myślenia.
Jerzy Marcol, wskazał bowiem, że pewnego rodzaju kluczem do zrozumienia tego przytoczonego dzisiaj Słowa Bożego może stać się analiza historyczna i geograficzna położenia Laodycei oraz jej bogactw naturalnych. Należy w tym miejscu przypomnieć, że starożytna Laodycea była położona na terenie ówczesnej Frygii (dzisiaj południowo-zachodnia Turcja). Kilkanaście kilometrów od niej tętniły życiem były dwa inne potężne ośrodki miejskie: Kolosy i Hierapolis.
Pierwsze z wymienionych miast, położone było blisko łańcuchów górskich, na szczytach których, nawet podczas upalnych dni leżał śnieg. Co więcej, położone blisko Kolosów góry obfitowały we wspaniałe chłodne źródła krystalicznie czystej wody. Mieszkańcy miasta, akweduktami doprowadzili więc wodę z gór do swoich siedzib i nawet w czasie największych upałów, mogli ugasić swoje pragnienie w krystalicznie czystym i chłodnym zdroju.
Z kolei położone nieopodal Laodycei Hierapolis słynęło z gorących, leczniczych źródeł. W czasach starożytnych było ono swoistą stolicą odnowy biologicznej i wypoczynku na najwyższym poziomie.
Niestety, Laodycea, położona między jednym a drugim miastem, nie dysponowała ani źródlaną wodą, ani tak wspaniałymi bogactwami naturalnymi. W czasach, w których Apostoł Jan pisał przytoczone dzisiaj słowa, miasto to słynęło przede wszystkim z hodowli charakterystycznych czarnych owiec oraz z wyrobu końskiej maści wspomagającej leczenie wzroku. Niestety woda w Laodycei była fatalna. Sprowadzana akweduktem wykonanym z wapiennych łupek, płynąc przez wiele kilometrów nie tylko nie była już chłodna, lecz także, wypłukując wapień powodowała u mieszkańców częste wymioty i inne dolegliwości gastryczne.
Wydaje mi się, że przyjrzawszy się wyżej wymienionym właściwościom wody w Laodycei, łatwiej można zrozumieć, co znaczyły słowa: „obyś był zimny lub gorący”. Zimna, krystalicznie czysta woda gasi bowiem pragnienie, a korzystanie z gorących źródeł może przynieść ukojenie zmęczonemu ciału i szybko wspomóc regenerację sił fizycznych.
Może dziwisz się Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku, że tyle miejsca poświęciłem refleksjom na temat pierwszego czytania, omijając jednocześnie dzisiejszy tekst ewangeliczny. Jeśli jednak spojrzysz przez pryzmat słów z Apokalipsy na postawę Zacheusza, który został tak ciepło i z tak wielką miłością przyjęty przez Jezusa, zrozumiesz, że w tym dniu, doświadczył on w jednym momencie zimna i gorąca (oczywiście w rozumieniu wyżej przytoczonego wyjaśnienia). Oto bowiem po tylu poszukiwaniach i rozterkach, opisany w Ewangelii celnik mógł wreszcie ugasić swoje pragnienie w samym Źródle Miłości, mógł też wreszcie odprężyć się i odpocząć w Bożej obecności. Od Jezusa nie usłyszał przecież słów potępienia, lecz przesycone miłością zapewnienie: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu (...) Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”.
Mam nadzieję, że w naszym życiu chrześcijańskim nie raz doświadczyliśmy podobnego uczucia. Kiedy jednak zdarzy się nam ulec presji otaczającego nas świata i w bezmyślnym zabieganiu zaczniemy na powrót tracić czas i siły na dobra, które nas nigdy nie nasycą, przypomnijmy sobie, że jest Ktoś, kto oferuje nam prawdziwą, chłodną, żywą wodę gaszącą wszelkie pragnienie.