


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Zmierzając do Jerozolimy Jezus przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami. Na ich widok rzekł do nich: Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Do niego zaś rzekł: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła” (Łk 17,11-19)
Pierwsze wzmianki o trądzie pochodzą z II - III tysiąclecia p.n.e. Według jednych źródeł, choroba została przyniesiona do Europy z Indii przez żołnierzy Aleksandra Macedońskiego. Inni badacze dowodzą jednak, że zachorowania nastąpiły wiele wieków wcześniej, głównie we Wschodniej Afryce, choroba zaś rozprzestrzeniła się na inne kontynenty wraz z wędrówkami gatunku Homo Sapiens.
Jedno jest pewne: na początku naszej ery trąd był już rozpowszechniony w większej części Europy. Wraz ze wzrostem liczby zachorowań w IV wieku n.e. pojawiły się pierwsze leprozoria, czyli kolonie dla trędowatych, w których byli oni izolowani od reszty społeczeństwa. W ciągu następnych dwustu lat rozpowszechniły się one w całej Europie.
W średniowieczu trąd został uznany za karę za grzechy, a odtrącenie chorych (stąd zresztą nazwa choroby) znacznie się pogłębiło. Ludzie zakażeni zostali wykluczeni ze wspólnot, utracili większość swoich praw (nie wolno im się było nawet żenić) i musieli opuścić swoje rodziny. Czasem nawet odprawiano za nich msze, jak za zmarłych. Ostatecznie jednak zostali przymusowo umieszczeni w leprozoriach, których w samej tylko Francji było w XIII wieku około 2000 (informacje za Wolną Encyklopedią WIKIPEDIA).
Cóż... Ciekawe dane...
Mnie jednak najbardziej zaintrygowała informacja o tym, że przez wiele lat trąd był uznawany... za karę za grzechy. Oczywiście, spieszę z wyjaśnieniem, że zdecydowanie nie zgadzam się z takim poglądem, a jednak, w pewien sposób, uważam, że powiązanie tej choroby z grzechem, wcale nie jest pozbawione sensu.
Nie chodzi mi jednak o lansowanie poglądu iż zakażenie trądem jest skutkiem winy względem Boga czy ludzi. Myślę raczej, że ta choroba... doskonale ilustruje stan duchowy człowieka grzesznego. Każdy grzech jest bowiem jak zakażenie groźną bakterią Mycobacterium leprae (wywołującą trąd). Dokładnie tak samo jak ta bakteria, grzech również atakuje całego człowieka (w sferze duchowej). Zniekształca jego wygląd (aby nie przypominał stworzenia które powstało na obraz i podobieństwo Boże). Dokładnie tak jak trąd, grzech wciąż atakuje nowe organy (i nowe przestrzenie naszego życia). Bez otrzymania pomocy z zewnątrz, człowiek nie może się z niego „wyleczyć”.
Dobrze więc, że dzisiejsza Ewangelia przynosi wspaniałą nowinę (zarówno dla chorych na trąd, jak i skażonych grzechem). Tą nowiną jest wiadomość o najwspanialszym lekarzu - Jezusie Chrystusie, który może uzdrowić i oczyścić każdego chorego człowieka. To dzięki mocy Bożej, każdy z ludzi, otwierających się na Jego „metody leczenia”, może się cieszyć pierwotną świętością i sprawiedliwością, nie pochodzącą jednak z nas samych...
Przypomina również o tym w dzisiejszym pierwszym czytaniu św. Paweł. Pisze: „Gdy ukazała się dobroć i miłość Zbawiciela, naszego Boga, do ludzi, nie ze względu na sprawiedliwe uczynki, jakie spełniliśmy, lecz z miłosierdzia swego zbawił nas przez obmycie odradzające i odnawiające w Duchu Świętym, którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, abyśmy, usprawiedliwieni Jego łaską, stali się w nadziei dziedzicami życia wiecznego” (Tt 3,4-7).
Przez kontakt z Jezusem i obmycie odradzające i odnawiające w Duchu Świętym, każdy z nas może się cieszyć bardziej niż trędowaty opisany w dzisiejszym fragmencie ewangelicznym. Obyśmy tylko w naszej euforii płynącej z faktu uzdrowienia, oczyszczenia i uwolnienia, nie zapomnieli za to podziękować naszemu Panu...