


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Mając udać się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich: Oto idziemy do Jerozolimy: tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie; a trzeciego dnia zmartwychwstanie. Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła. On ją zapytał: Czego pragniesz? Rzekła Mu: Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie. Odpowiadając Jezus rzekł: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić? Odpowiedzieli Mu: Możemy. On rzekł do nich: Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których mój Ojciec je przygotował. Gdy dziesięciu [pozostałych] to usłyszało, oburzyli się na tych dwóch braci. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20,17-28)
Jeszcze nie minęły dwadzieścia cztery godziny od czasu, kiedy pochylaliśmy się wspólnie nad tekstem dotyczącym przykładu pychy faryzeuszy i ostrzeżeniami Jezusa, aby przypadkiem nie ulec takiej samej pokusie, a już, po raz kolejny, możemy dotknąć dziwnej ludzkiej przypadłości popychającej wciąż człowieka do zapewnienia sobie sławy, chwały i osiągnięcia jakiejś pozycji.
Co więcej, dzisiejsze opowiadanie jest o tyle „przykre”, że dotyczy dyskusji rozgrywającej się nie w gronie faryzeuszy, czy uczonych w Piśmie (których moglibyśmy podejrzewać o takie knowania), ale w gronie uczniów Jezusa, nie tylko przez Niego nauczanych, ale też mających na co dzień możliwość konfrontowania swojego życia z postawą Mistrza z Nazaretu.
Patrząc na opisane przez św. Mateusza sceny, pragnę zwrócić Twoją uwagę Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku, na kilka ważnych spraw, przewijających się zarówno w tym fragmencie, jak i w całym naszym życiu chrześcijańskim.
Po pierwsze, muszę przyznać, że postawa dążenia do wielkości nie znika w momencie naszego nawrócenia. Tym bardziej nie leczy nas z niej świadectwo chrztu, albo deklaracja przystąpienia do jakiegoś kościoła. Na przestrzeni wieków, raz po raz dochodziło do wielu gorszących incydentów z udziałem chrześcijan, właśnie z powodu totalnego zaprzeczenia postawie służby, do jakiej wzywał nas nasz Mistrz - Jezus Chrystus.
Po drugie, w sytuacjach takich, jak opisana w dzisiejszej Ewangelii, bardzo szybko dochodzi do kłótni i nieporozumień. Mania wielkości, dążenie do osiągnięcia jakiejś szczególnej pozycji, prawie natychmiast rodzi postawy zazdrości czy urażonej dumy u innych. To z kolei prowadzi zawsze (co najmniej) do nieporozumień, a z reguły także do poważnych konfliktów i podziałów.
Po trzecie wreszcie, pęd do władzy i związane z tym działania, zawsze znajdą się w centrum uwagi i zaangażują całą istotę człowieka. W tym pędzie i zapatrzeniu w upragniony cel, łatwo pominąć osoby chore, słabe, ułomne, potrzebujące. Łatwo zapomnieć o potrzebach dzieci. Co więcej, bardzo łatwo przeoczyć, że to właśnie te osoby, mogą się stać przykładem bardzo cennych wartości, zagubionych już totalnie w naszym dzisiejszym świecie.
Patrząc przez pryzmat tych problemów na dzisiejszą Ewangelię, wydaje mi się, że stanowi ona również wezwanie do próby spojrzenia na własne życie.
Czy prosząc Boga o pomoc w odniesieniu „sukcesu”, w osiągnięciu jakiejś pozycji społecznej czy zawodowej, wiemy naprawdę o co prosimy? Czy wartości, do których dążymy, nie przyczynią się przypadkiem do naszego upadku?