


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Uczniowie Jana podeszli do Jezusa i zapytali: Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą? Jezus im rzekł: Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć. Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania, gdyż łata obrywa ubranie, i gorsze robi się przedarcie. Nie wlewa się też młodego wina do starych bukłaków. W przeciwnym razie bukłaki pękają, wino wycieka, a bukłaki się psują. Raczej młode wino wlewa się do nowych bukłaków, a tak jedno i drugie się zachowuje” (Mt 9,14-17)
W ostatnią niedzielę od samego rana obserwowaliśmy z żoną niebo. Byliśmy już mocno zmęczeni, ponieważ wszystkie poprzednie dni były wypełnione różnymi zajęciami i spotkaniami, a do tego paskudna pogoda zupełnie nie sprzyjała wypoczynkowi na łonie natury. Ciężkie, obwisłe chmury i wciąż padający deszcz zupełnie nie pozwalały nawet na chwilę oddechu na świeżym powietrzu.
Ponieważ jednak w niedzielę wreszcie zaczęło się przejaśniać, postanowiliśmy skorzystać z sytuacji i wreszcie wybrać się na upragnioną wycieczkę rowerową do parku. Kiedy dotarliśmy na miejsce, spotkaliśmy znajomą z Kościoła Zielonoświątkowego. Wydawało się, że nasze spotkanie będzie miało charakter „przelotny” ograniczony do kilku standardowych słów i zwrotów grzecznościowych. Jednak zupełnie niespodziewanie, nad miejscem gdzie przebywaliśmy, pojawiły się ciemne chmury, z których po chwili zaczęło bardzo mocno padać.
Chroniąc się pod daszkiem i czekając na przejście deszczowych chmur, mieliśmy sporo czasu, aby dłużej ze sobą porozmawiać. Siostra Irena krótko opowiedziała nam o swoim nawróceniu i drodze do Boga. Okazało się, że w latach 80-tych pracowała w jednej z większych dyskotek w Krakowie. Praca i stres związany z różnymi sytuacjami w jakich się wtedy znajdowała spowodował, że celem uspokojenia rozpoczęła codziennie przed snem pić małego drinka (trochę coli i trochę wódki). Niestety ilości drinków z czasem zaczęła wzrastać, były one też coraz mocniejsze. Wreszcie okazało się, że Irena nie umie zerwać z piciem. Co gorsza, w tym właśnie czasie pojawiły się nawet pierwsze myśli samobójcze.
Irena wiedziała, że coś jest nie tak. Resztkami „religijnej” tożsamości wołała do Boga, aby wyzwolił ją z tego nałogu, a przede wszystkim pozwolił jej spotkać Jezusa. Pewnego dnia trafiła do Kościoła Zielonoświątkowego w Krakowie, a potem (w związku ze swoją przeprowadzką do Katowic), została polecona przez tamtejszego pastora, pastorowi Zboru „Betania” w Katowicach. Kiedy poszła na pierwsze nabożeństwo zobaczyła, że znajduje się wśród ludzi gorąco się modlących i wysławiających Boga. Usłyszała bardzo budujące i zachęcające kazanie, na końcu którego pastor zaprosił tych, którzy tego pragną, do oddania swojego życia Jezusowi.
I choć Irena nie wiedziała, co to znaczy oddać swoje życie, zrobiła jednak krok wiary i wyszła na środek. Wypowiadając przed zgromadzeniem słowa zawierzenia swojego życia Jezusowi, doświadczyła czegoś niespotykanego. Zobaczyła jakby promień światła wychodzący z nieba i dotykający jej serca. Co więcej, po powrocie do swojego domu, miała dziwne uczucie, jakby dwóch rąk spoczywających na jej ramionach. Mimo, że po raz pierwszy doświadczyła takich wrażeń była pewna, że są to ręce Jezusa, któremu zawierzyła swoje życie.
Tego wieczora po raz pierwszy od wielu, wielu lat nie sięgnęła po alkohol, a mimo to spokojnie zasnęła. Od tego czasu nie piła już nigdy alkoholu, co więcej, zaangażowała się w klubie pomocy dla osób uzależnionych, pomagając im zerwać z nałogiem.
Kiedy po kilku latach spotkała się ze swoimi znajomymi, ci zauważyli zmianę jaka zaszła w jej życiu. Wielu z nich, tkwiących w problemie alkoholowym (i nieskutecznie z nim walczących) poprosiło ją nawet o rozmowę, aby podzieliła się swoim doświadczeniem. Kiedy jednak Irena zaproponowała im powierzenie tej sprawy Jezusowi, zdecydowanie odmówili. Jak twierdzi Irena, wielu z tych ludzi (szacownych lekarzy, inżynierów itp.) wciąż pogrąża się w nałogu, nie potrafiąc poradzić sobie z otaczającą ich rzeczywistością.
Pozwoliłem sobie na przytoczenie tej historii, ponieważ w pewien sposób jest ona zbieżna z dzisiejszą Ewangelią. Jezus przypomina w niej swoim uczniom, że „nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania, gdyż łata obrywa ubranie, i gorsze robi się przedarcie. Nie wlewa się też młodego wina do starych bukłaków”.
Nie można próbować łączyć starego i nowego życia. Nasza znajoma potwierdziła to w sposób jednoznaczny. Wiedziała, że nie może próbować żyć dla Jezusa, a jednocześnie tkwić w przywiązaniu do swojego alkoholizmu...
Być może większość z nas nie przeżywa problemu uzależnienia alkoholowego (czy innego), warto jednak chyba zapytać, czy w naszej drodze za Jezusem, czasami nie wleczemy ze sobą jakiejś starej i niezałatwionej sprawy.
W takim bowiem przypadku możemy być jak stary bukłak próbujący napełniać się nową łaską Ducha Świętego. Nawet jeśli otrzymamy wiele Jego darów, możemy je łatwo utracić, kiedy nasze stare przyzwyczajenia nie wytrzymają konfrontacji z nowym i odświeżającym powiewem prawdy i mocy...