Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Biblia

BIBLIA

Na budowie

Adam Dylus /Jezus.com.pl

 

„W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga. Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami: Szymona, którego nazwał Piotrem; i brata jego, Andrzeja; Jakuba i Jana; Filipa i Bartłomieja; Mateusza i Tomasza; Jakuba, syna Alfeusza, i Szymona z przydomkiem Gorliwy; Judę, syna Jakuba, i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą. Zeszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu; przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób. Także i ci, których dręczyły duchy nieczyste, doznawali uzdrowienia. A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich” (Łk 6,12-19)

 

Mimo ostatnich godzin nocy, w szarości panującej podczas ostatnich godzin przed wschodem słońca widziałem, że na olbrzymiej przestrzeni wokół mnie, zgromadziło się morze ludzi. Obok mnie stał między innymi mój Proboszcz, koło niego szef naszego portalu, jego zastępca, moja żona, wielu moich przyjaciół, sąsiedzi oraz wielkie grono różnych znanych i nieznanych mi osób. Rysy wielu osób w szarości nocy były jeszcze mało widoczne, kiedy jednak tylko pierwsze promienie słońca ozłociły widnokrąg, można było lepiej ujrzeć twarze poszczególnych ludzi. Od strony wschodzącego słońca, zaczęła się ku nam zbliżać jakaś postać. Moc światła słonecznego promieniowała spoza niej, tak, że nie sposób było na nią spojrzeć. Kiedy postać zbliżyła się do nas na nie więcej niż kilka metrów, rozpoznaliśmy w niej... Jezusa. Podszedł do nas z charakterystycznym uśmiechem, pozdrawiając wszystkich zgromadzonych jednym krótkim słowem: „Szalom” - „Pokój wam”. Następnie poprosił, aby niektórzy z nas podeszli do Niego bliżej. Wśród osób wywołanych z tłumu po imieniu znalazł się m.in. mój Proboszcz, Szef portalu Jezus.com.pl, jego zastępca, moja żona, wielu moich przyjaciół i nieznanych mi ludzi. Wreszcie usłyszałem, że Pan wypowiada również moje imię. Zbliżyłem się do Jezusa. Usłyszałem też Jego prośbę skierowaną do osób, które zwołał po imieniu. Mistrz z Nazaretu poprosił ich, aby zostali jego wysłannikami (po grecku: apostołami), niosącymi Jego Dobrą Nowinę do innych ludzi...

 

Tak...

 

Wiem, wiem...

 

Takie zdarzenie w rzeczywistości raczej nigdy nie zaistnieje. Wielu z was powie, że to tylko sen, wizja, marzenie albo i fikcja literacka...

 

Jednak, czy nie można powiedzieć, że w rzeczywistości duchowej Jezus nie postępuje z każdym z nas dokładnie w ten sam sposób w jaki zawołał do siebie kiedyś Szymona, Andrzeja; Jakuba i Jana; Filipa i Bartłomieja; Mateusza i Tomasza; Jakuba, syna Alfeusza, i Szymona; Judę i Judasza Iskariotę? Czy nie jest tak, że i dzisiaj wybiera konkretnych ludzi, aby nieśli przesłanie o Jego miłości?

 

Bardzo się cieszę, że bez jakichkolwiek zasług z naszej strony, wielu z nas może być włączonych w to święte dzieło, nie mające precedensu w całej historii wszechświata. Od tylu wieków, cała ziemia jest wciąż przemierzana przez świadków wiary, którzy dokładnie tak samo jak ich Mistrz, przekazują całej ludzkości najważniejsze przesłanie.

 

W tej perspektywie ze szczególną mocą docierają do mnie dzisiaj słowa pierwszego czytania. Św. Paweł przypomina wierzącym w Efezie (ale też każdemu z nas): „Nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga - zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus. W Nim zespalana cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim i wy także wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha” (Ef 2,19-22)

 

Czy każdy z nas buduje swój własny przybytek? - NIE

 

Czy każdy buduje na swój własny sposób? - NIE

 

Nie będąc już jakimiś przypadkowymi osobami, obcymi i przychodniami, możemy poczuć się pewnie na placu budowy świętej w Panu świątyni. Role zostały rozdzielone, narzędzia rozdane. Każdy z nas ma swoje własne, ważne miejsce w Bożym planie budowania Królestwa Bożego. Owszem, każdy podejmuje pracę na własną odpowiedzialność, ale przecież nie pracuje samowolnie, lecz uczestniczy we wspaniałym dziele wspólnym. Obawiam się, że gdyby każdy z nas budował po swojemu, albo gdyby któryś z nas wycofał się z tego dzieła w najmniej oczekiwanym momencie, proporcje tej Bożej świątyni zostałyby mocno zachwiane.

 

Kiedy więc Jezus kieruje do mnie (i do Ciebie) swoją ofertę - zgódźmy się na nią. To nie tylko wspaniały przywilej, ale też obowiązek i zadanie konieczne do wykonania ze względu na braci i siostry, pracujących na tej samej budowie, choć być może, na innym odcinku. Tylko nasza wspólna praca może sprawić, że ciężar obowiązków rozłoży się równomiernie, a duchowy gmach Bożej świątyni będzie co dnia piękniejszy.