


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: Chcę, bądź oczyszczony! Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich. Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego” (Mk 1,40-45)
„Znany producent czekolady z okazji walentynek zorganizował konkurs „Miłosne graffiti”. Na stronie www.ilovemilka.pl od połowy stycznia można było wpisywać życzenia walentynkowe. Firma zachęcała do wysyłania jak najoryginalniejszych i umożliwiła internautom głosowanie. Nagrodą było umieszczenie 80 najpopularniejszych życzeń na billboardach, które mają zawisnąć w Warszawie, Wrocławiu, Gdańsku, Poznaniu, Krakowie, Gdyni, Łodzi i Sopocie.
„Kocham cię Mati z mojej klasy. Justyna”, „Kocham moją Majeczkę - Twój Łukaszek” - życzenia tego typu długo dominowały w konkursie. Wśród propozycji pojawiły się też i inne hasła: „Bóg kocha Ciebie dzisiaj i ja też”, „Bo jak śmierć potężna jest miłość... Kocham Cię. Ja też. I Ja. Ojciec, Syn i Duch Święty”. Bardzo szybko zaczęły przewodzić stawce. Oddano na nie po kilka tysięcy głosów. Ale w czwartek, w ostatnim dniu konkursu, hasła nawiązujące do religii nagle usunięto. (...)
- Dowiedzieliśmy się, że rzekomo obrażają one uczucia religijne innych internautów - mówi „Rz” Adam Jasiński, autor jednego z życzeń (...)
- Jestem oburzona - mówi „Rz” Karolina Stępień, jedna z głosujących. - Kiedy na jakiejś wystawie pojawia się Chrystus z butelką piwa, to jest to traktowane jako dzieło sztuki. Kiedy jednak w akcji z życzeniami pojawi się cytat z Biblii, to trzeba go zdjąć, bo obraża uczucia religijne - dziwi się.
- Nie wiem, jak hasło „Bóg kocha Ciebie” ma naruszać ten regulamin. Zresztą napisano tam też, że życzenia podlegają weryfikacji podczas zgłoszenia i dopiero potem trafiają na stronę internetową. A przecież nasze hasła zostały tam dopuszczone i przez kilka dni były dostępne - dziwi się Jasiński. - Gdyby takie same hasła zamieściła jakaś mniejszość seksualna czy religijna, nikt nie odważyłby się ich usunąć” (Jarosław Stróżyk, Komu przeszkadza Duch Święty, Rzeczpospolita z dnia 7.02.2009 r.)
Nie jest to jednak jakiś wyjątkowy przypadek. W tym samym wydaniu Rzeczpospolitej znalazła się zresztą notatka przypominająca inne, podobne historie. „Na Zachodzie, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, coraz częściej zdarzają się przypadki dyskryminacji chrześcijan, którzy otwarcie demonstrują swoją wiarę. Kilka dni temu brytyjska pielęgniarka środowiskowa została zawieszona w pracy, ponieważ jednej ze swoich pacjentek zaoferowała, że się za nią pomodli.
To samo spotkało pracownicę British Airways, która przyszła do pracy z krzyżem na szyi.
Z kolei kilka tygodni temu głośno było o 47-letnim Garym McFarlane, katolickim seksuologu, który odmówił konsultacji gejowskiej parze. Zatrudniająca go brytyjska sieć poradnictwa seksualnego i rodzinnego Relate zawiesiła go w pracy.
- Gdybym był muzułmaninem, coś takiego by mi się nie przydarzyło. Na pewno znaleziono by sposób, bym nie musiał doradzać homoseksualistom - mówił (za Rzeczpospolita z dnia 7.02.2009 r.)
W świetle powyższych tekstów można by wysunąć tezę, że w dzisiejszym świecie chrześcijanie nie powinni „siać zamętu” w społeczeństwie, a swoje poglądy zachować jedynie dla siebie.
Czyżby jednak taka teza była słuszna?
Być może, zanim ktoś zdecydowałby się udzielić autorytatywnej odpowiedzi, dobrze byłoby zapytać o zdanie chociażby trędowatego opisanego w dzisiejszej Ewangelii. On zapewne nie zgodziłby się z taką argumentacją.
W dodatku różne Boże dary: uzdrowienia, ocalenia życia, rozwiązania problemów małżeńskich, rodzinnych, zawodowych i społecznych, wciąż przecież obecne w życiu wielu osób „zmuszają” ich niejako do dawania jasnego i wyraźnego świadectwa o miłości Bożej. Chrześcijanin jest bowiem osobą, która NIE MOŻE NIE MÓWIĆ tego, co widziała i słyszała, nawet jeśli może to spowodować konflikt z władzą i przepisami przez nią ustanowionymi (por. Dz 4,19-20).
Zresztą - jak można nie mówić o tak wspaniałych wydarzeniach? Jak można nie przekazywać innym tej cudownej wiadomości, która zmieniła moje życie?
Czyż taka postawa nie byłaby większym „grzechem”, aniżeli potulne chowanie głowy w piasek i udawanie, że wiara nie ma znaczenia we współczesnym świecie?