


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus powiedział do swoich uczniów: Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: Przyjacielu, użycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przyszedł do mnie z drogi, a nie mam, co mu podać. Lecz tamten odpowie z wewnątrz: Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie. Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje. Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą” (Łk 11,5-13)
Muszę się przyznać, że nie jestem dobrym człowiekiem. Wiele razy zdarza mi się odmawiać innym tylko dlatego, że nie chce mi się czegoś zrobić. Niekiedy zaś godzę się na spełnienie czyjejś prośby jedynie z powodu natręctwa proszącego.
Tak się zdarzyło, że poznałem kiedyś pewnego człowieka, lekko upośledzonego fizycznie i psychicznie. Jego niepełnosprawność była na tyle znaczna, że nie pozwalała mu podejmować większości prac (miał zresztą przyznaną rentę), ale z drugiej strony na tyle nieznaczna, że bez problemu podróżował po całej Polsce (korzystając zresztą w pełni z ulg przysługujących mu w krajowej komunikacji kolejowej, które umożliwiały mu nabywanie biletów w cenie kilku złotych za przejazd z jednego końca Polski na drugi). Co więcej, jako niepełnosprawnemu przysługiwały mu również specjalne taryfy w telefonii komórkowej, dzięki którym codziennie, po godz. 18.00, mógł rozmawiać z numerami stacjonarnymi w całej Polsce za darmo, a do tego jeszcze prawie darmowe turnusy rehabilitacyjne w ośrodkach wypoczynkowych w całej Polsce.
Mój znajomy, nie pracując i nie mając żadnych innych zajęć i obowiązków, dysponując za to nieograniczonym czasem, dzwonił do mnie prawie codziennie i przez kilkadziesiąt minut potrafił rozmawiać o wszystkim i o niczym (najczęściej zresztą użalając się nad swoim losem). Przyznaję, że te przydługie rozmowy telefoniczne potrafiły mnie często wyprowadzić z równowagi, ponieważ ja, w odróżnieniu od tego człowieka, często nie wiedziałem gdzie włożyć ręce, próbując znaleźć czas zarówno na wypełnienie moich obowiązków zawodowych, jak i na zaangażowanie w pracę różnych grup i wspólnot kościelnych, a do tego nadążyć za najważniejszymi sprawami rodzinnymi...
Pewnego popołudnia mój znajomy zadzwonił do mnie z pociągu, którym właśnie przemierzał Polskę, oznajmiając mi, że będzie przejeżdżał przez miejscowość, w której mieszkam, a ponieważ zapomniał zabrać ze sobą w podróż jakichkolwiek pieniędzy, a także żywności i napojów, poprosił, abym przyjechał na dworzec i w czasie postoju pociągu dostarczył mu kanapki i picie. Byłem strasznie zdenerwowany. Nie dość, że tego właśnie popołudnia byłem bardzo zajęty, to jeszcze niefrasobliwość do jakiej przyznał się mój znajomy, była dla mnie wręcz powalająca. Niestety, co chwila mój znajomy dzwonił z pociągu (było już po 18.00 i mógł sobie za darmo pogadać), pytając, czy już pakuję dla niego kanapki i czy jeszcze przy okazji... dam mu 20 zł na dalszą drogę. W końcu, chyba przede wszystkim ze względu na jego natręctwo, zdecydowałem się pojechać na stację i podczas postoju pociągu przekazałem mu spakowane kanapki, dwie butelki soku owocowego, no i wyproszone przez niego 20 złotych. Kiedy tylko pociąg ruszył byłem bardzo zadowolony,
że mam go już z głowy.
Być może ktoś czytając to szczere opowiadanie uzna, że jestem złym człowiekiem. Nie będę się tego wypierał...
Na szczęście jednak, Bóg nie postępuje z nami w taki sposób. Jest wręcz przeciwnie. Jego nie trzeba prosić dziesiątki razy. On nie daje nam swoich darów tylko dlatego, że jesteśmy natrętni, czy wręcz nieznośni. Jego serce jest wypełnione bezgraniczną miłością do każdego z nas, dlatego też chce nam dawać swoje dary w obfitości. Najwspanialszym prezentem jaki ofiarował każdemu, jest dar zbawienia przez Krew Jego Jednorodzonego Syna, przelaną na krzyżu. Każdy kto w Niego wierzy nie zginie, ale ma życie wieczne (por. J 3,16). Kiedy wołamy, Pan odpowiada, kiedy wzywamy pomocy, On mówi: „Oto jestem!” (por. Iz 58,9). Kiedy nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami (por. Rz 8,26).
Wiem, że jestem złym człowiekiem, potrafię jednak dawać dobre dary innym. Z tym większą więc ufnością mogę stanąć przed Tym, który jest dobry i prosić Go z ufnością o Ducha Świętego...