


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Biada wam, ponieważ budujecie grobowce prorokom, a wasi ojcowie ich zamordowali. A tak jesteście świadkami i przytakujecie uczynkom waszych ojców, gdyż oni ich pomordowali, a wy im wznosicie grobowce. Dlatego też powiedziała Mądrość Boża: Poślę do nich proroków i apostołów, a z nich niektórych zabiją i prześladować będą. Tak na tym plemieniu będzie pomszczona krew wszystkich proroków, która została przelana od stworzenia świata, od krwi Abla aż do krwi Zachariasza, który zginął między ołtarzem a przybytkiem. Tak, mówię wam, na tym plemieniu będzie pomszczona. Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; samiście nie weszli, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli. Gdy wyszedł stamtąd, uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli gwałtownie nastawać na Niego i wypytywać Go o wiele rzeczy. Czyhali przy tym, żeby go podchwycić na jakimś słowie” (Łk 11,47-54)
Krew, morderstwa, groby...
To dość ponura atmosfera, przypominająca być może niektórym z nas znany gatunek filmowy - horror. Jednak w przeciwieństwie do ekranizowanych często dzieł literackich, historia opowiedziana przez Jezusa w dzisiejszej Ewangelii odnosi się do autentycznych zdarzeń.
Mistrz z Nazaretu, po raz kolejny, poprzez wykorzystanie obrazowych porównań, skrytykował postawy faryzeuszy i uczonych w Prawie. Pokazując ich przywiązanie do tradycji, w tym cześć oddawaną zamordowanym nauczycielom i prorokom oraz troskę o ich groby, Jezus, być może, chciał zwrócił uwagę na wartości, którym hołdowali.
Jednak, może i nam poprzez to opowiadanie, Mistrz z Nazaretu chciał przekazać ważną prawdę? Być może, zwracając uwagę na godne potępienia zachowanie faryzeuszy i uczonych w Prawie, chciał przez to powiedzieć, że „kultura” z jaką związały się te środowiska, była de facto… kulturą śmierci? Może troska o groby i zmarłych (czasami dużo większa niż troska o dobro żyjących) była tylko pewnym obrazem mentalności środowisk faryzejskich. Może dlatego wciąż dochodziło do tak gwałtownych starć i konfliktów między Jezusem, a tą grupą osób? Jednorodzony Syn Boży reprezentował bowiem ŻYCIE, oni zaś, byli raczej przywiązani do śmierci...
Taka orientacja w kierunku śmierci „owocowała” jeszcze jedną, nieprzyjemną skłonnością, którą można było zaobserwować w gronie faryzeuszy i uczonych w Prawie. Oni bowiem, posiadając klucze poznania spraw Królestwa Bożego, nie otwierali go dla innych. Sami nie wchodzili, i zabraniali wchodzić tym, którzy, być może, tego pragnęli. Przebywanie z faryzeuszami i uczonymi coraz bardziej odwracało ludzi od prawdziwego życia, które jest jedynie w Bogu, a zwracało raczej ku wypełnianiu przepisów prawnych, które (pozbawione ducha) prowadzą ku śmierci...
Patrząc na tę sytuację zastanawiam się, czy przypadkiem nie można zaobserwować takich postaw w dzisiejszych czasach? Czy nie ma wśród nas faryzeuszy, czy uczonych w Prawie, którzy ze wszystkich sił starają się powstrzymywać ludzi przed poznaniem ekscytującego życia jakie oferuje Jezus Chrystus?
Obawiam się, że w każdym środowisku jest wiele takich osób. Być może są to nawet nasi najbliżsi: rodzice czy rodzeństwo, którzy starają się nam wybić z głowy uczestnictwo w spotkaniach jakichś grup czy wspólnot. Być może są to „przyjaciele”, którzy twierdzą, że nie ma teraz sensu chodzenie do kościoła, ponieważ życie oferuje tyle wspaniałych, kuszących propozycji. Niestety, w gronie współczesnych faryzeuszy czasami można spotkać również niektórych duchownych, którzy z góry odrzucają wszelkie nowości, nawet nie zadając sobie trudu ich poznania (kiedyś jeden z proboszczów, któremu proponowałem możliwość prowadzenia cyklu spotkań ekumenicznych przygotowanych przez jedną z największych i najbardziej znaczących wspólnot w Kościele Katolickim, zdecydowanie mi odmówił uzasadniając to w sposób bardzo prosty: lepiej, aby u nas odbywały się spotkania według starego, ale pewnego porządku, niż rzeczy nowe i niepewne).
Takie nastawienie „współczesnych faryzeuszy”, zamiast rodzić nowe życie, często powoduje… śmierć. Prowadzi do fali „morderstw” dokonywanych w wymiarze duchowym na poszczególnych ludziach czy całych grupach. Zamiast zachęcać ludzi do zaangażowania ewangelizacyjnego i misyjnego, którego dzisiejszy świat tak bardzo potrzebuje, chce ich po prostu… zamknąć w grobach...
Mam nadzieję, że my sami nigdy nie dołączymy do „czcicieli grobów”, czyli wyznawców kultury śmierci, poprzez torpedowanie i hamowanie wszystkich inicjatyw, które nam się nie podobają. Myślę, że ważne jest raczej to, co Bogu się podoba. Inne poglądy, zależne jedynie od naszej dobrej woli i przekonania, zawsze powinny schodzić na drugi plan.