Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Biblia

BIBLIA

Gdyby ktoś Cię śledził...

Adam Dylus /Jezus.com.pl

 

„Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. A oto zjawił się przed Nim pewien człowiek chory na wodną puchlinę. Wtedy Jezus zapytał uczonych w Prawie i faryzeuszów: Czy wolno w szabat uzdrawiać, czy też nie? Lecz oni milczeli. On zaś dotknął go, uzdrowił i odprawił. A do nich rzekł: Któż z was, jeśli jego syn albo wół wpadnie do studni, nie wyciągnie go zaraz, nawet w dzień szabatu? I nie mogli mu na to odpowiedzieć” (Łk 14,1-6)

 

Jak to dobrze, że puchlina wodna już dzisiaj nie występuje. Jak to dobrze, że to schorzenie polegające na gromadzeniu nadmiernej ilości wody (płynu przesiękowego) w jamach ciała - jamie otrzewnej (puchlina brzuszna, wodobrzusze), jamie opłucnej, worku osierdziowym, układzie komorowym mózgu (wodogłowie), jest nam znane tylko z historii. Jak to dobrze, że już dzisiaj nie stanowi ono żadnego zagrożenia dla życia człowieka, mimo, że kiedyś spowodowało śmierć tak wybitnych osób jak: rzymski cesarz Hadrian, święty Antonii, polski, renesansowy poeta Klemens Janicki, hiszpański pisarz Miguel Cervantes, hiszpański król Filip II Habsburg, czy królowa Anglii Maria i Tudor...

 

Czytając jednak dzisiejszy fragment ewangeliczny zastanawiam się nie tyle nad przyczynami czy objawami samej choroby, nawet nie tyle nad tym, w jaki sposób doszło do uzdrowienia cierpiącego człowieka, ale przede wszystkim, jak to się stało, że kiedy tylko Jezus przekroczył próg domu przywódcy faryzeuszów, zaraz zjawiła się przed Nim taka osoba? Wiedząc o tym, że Jezus był śledzony przed faryzeuszy i uczonych w Prawie, nie chce mi się jakoś wierzyć, aby był to jedynie czysty przypadek...

 

Mistrz z Nazaretu doskonale jednak wykorzystał sytuację w jakiej się znalazł. Po raz kolejny pokazał w jaki sposób należy interpretować prawo szabatu. Skoro bowiem to prawo pozwalało na udzielenie pomocy nierozumnym zwierzętom, dlaczego z tego przywileju nie mógłby skorzystać człowiek, i to w dodatku osoba cierpiąca?

 

Jezus, uzdrawiając chorego na puchlinę wodną pokazał obserwującym go faryzeuszom (a także nam, współczesnym czytelnikom Ewangelii), że należy wykorzystać każdy czas i każdą sytuację, aby świadczyć dobro wobec potrzebujących. Dlatego też św. Piotr opowiadając o Jezusie w domu poganina Korneliusza, mógł śmiało powiedzieć: „przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła” (Dz 10,38)

 

W kontekście tej wypowiedzi zastanawiam się nad tym, co o mnie mogliby powiedzieć inni ludzie? Albo, co byłoby, gdyby ktoś zaczął mnie śledzić i obserwować (tak, jak w przypadku opisanym w dzisiejszym fragmencie ewangelicznym).

 

Cóż... Być może wielu ludzi zostałoby zaskoczonych w sposób negatywny prawdą o moim życiu. Być może bowiem zauważyliby, że przychodząc do pracy nie zawsze rzucam się z radością i zaangażowaniem w wir obowiązków służbowych. A może dostrzegliby, że rano nie zawsze sięgam po „pilne” pisma urzędowe, ale raczej po… najnowsze wydanie gazety? Przypatrując się mojej pracy przy komputerze może zobaczyliby, że od czasu do czasu klikam w klawiaturę nie po to, aby przygotowywać odpowiedzi na jakieś pisma, ale po to, aby… posurfować po Internecie czy pograć w jakieś gry?

 

A gdyby ktoś chciał śledzić Ciebie Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku? Czy mógłby powiedzieć, że „idziesz przez życie dobrze czyniąc”? Czy przykład Twojego chrześcijańskiego zaangażowania, radość i pokój które powinny promieniować w każdej sytuacji życia, przemieniają środowiska w których przebywasz (albo przynajmniej zmuszają innych do zastanowienia nad Twoją postawą)?

 

Ponieważ dzisiejszy fragment Ewangelii pokazuje, w jaki sposób Jezus uzdrowił człowieka chorego, może też warto się zastanowić nad odpowiedzią na inne pytania: Czy ja, z moim nastawianiem do życia, również „uzdrawiam” tych, którzy się ze mną spotykają? A może dzieje się wręcz przeciwnie? Czy wykorzystuję „przypadki” w jakich się znajduję, aby innym opowiadać o Jezusie? Czy moje życie jest tak nieskazitelnie czyste, aby stać się przykładem i wzorem dla innych?