


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus powiedział do swoich uczniów: Czuwajcie, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. Któż jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad swoją służbą, żeby na czas rozdał jej żywność? Szczęśliwy ów sługa, którego pan, gdy wróci, zastanie przy tej czynności. Zaprawdę, powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. Lecz jeśli taki zły sługa powie sobie w duszy: Mój pan się ociąga, i zacznie bić swoje współsługi, i będzie jadł i pił z pijakami, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna. Każe go ćwiartować i z obłudnikami wyznaczy mu miejsce. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (Mt 24,42-51)
Nie tak dawno śmialiśmy się wraz ze znajomymi, z „odkrycia” dokonanego przez kogoś, że każdy czasownik w języku polskim odpowiada na pytanie: „co robi”? Może ktoś zapyta: z czego tu się śmiać? Już spieszę z odpowiedzią: Ano z tego, że idąc tym tropem, można by uznać, że każda czynność (a więc każda odpowiedź na pytanie: „co robi?”), oznacza aktywność. Lecz jest to przecież tylko część prawdy. Można bowiem odpowiedzieć na pytanie: :co robi?” na przykład w następujący sposób: pracuje, pierze, sprząta, głosi kazania, ewangelizuje, prowadzi uwielbienie. Ale można też na to samo pytanie odpowiedzieć: śpi, leży, ogląda telewizję itp...
No właśnie!
Wydaje mi się, że dzisiejszy fragment ewangelii, próbuje nas skłonić do zastanowienia się nad tym co DZISIAJ ROBIMY? Czy nasze siły i aktywność opadła w nas już do tego stopnia, że pozwalamy złodziejowi przyjść ciemną nocą i pozwalać się okradać ze wszystkiego co Bóg nam dał? A może wręcz przeciwnie: jesteśmy jak dobry sługa, który niezależnie od tego czy Pan już nadchodzi, czy jeszcze opóźnia swoje przyjście i tak wiernie czuwa oraz wydziela żywność innym współsługom, czyniąc dokładnie tak, jakby Pan był obecny w swoim domu.
Niestety, obawiam się, że nasze polskie przysłowie: „Pańskie oko konia tuczy”, doskonale sprawdza się w naszym życiu. Wydaje mi się bowiem, że zbyt często żyjemy ze świadomością, jakoby przyjście Pana było tylko jakąś baśnią lub bajką opowiadaną grzecznym (czy raczej niegrzecznym) dzieciom przed snem. Często (a może nawet należałoby powiedzieć: zbyt często), zachowujemy się tak, jakby Pan Jezus został wzięty do nieba raz na zawsze i zostawił cały świat w totalnym chaosie i zamieszaniu.
Pismo Święte jednak zapewnia bardzo wyraźnie, że „Jezus, wzięty od nas do nieba, przyjdzie tak samo, jak apostołowie widzieli Go wstępującego do nieba” (por. Dz 1,11b). Dlatego też w paralelnym do dzisiejszej Ewangelii fragmencie zapisanym przez św. Łukasza możemy przeczytać: „Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym (Łk 21,34-36).
Jak tego można dokonać?
Patrząc na powyższy fragment, myślę, że przede wszystkim otwierając się na łaskę Bożą, która w szczególny sposób jest nam udzielana na modlitwie. Zapewne właśnie dlatego Jezus przed swoją śmiercią, wiedząc, że nasz duch jest ochoczy, ale ciało słabe, prosił apostołów, aby czuwali i modlili się, aby nie ulec pokusie (por. Mk 14,38; Mt 26,41).
Poza tym każdy z nas powinien żyć z taką świadomością, jakby dzień powtórnego przyjścia Pana miał nastąpić... już dzisiaj.
Może jest to trochę dziwne stwierdzenie. Zapisując je z całą świadomością w tym miejscu mojego dzisiejszego rozważania, nie mam zamiaru w żaden sposób dołączać do grona kolejnych fałszywych proroków wieszczących (a w dodatku wyznaczających dokładnie datę) końca świata.
Myślę jednak, że uświadomienie sobie takiej możliwości (tzn. końca świata, który może nastąpić nawet za chwilę), może postawić życie każdego człowieka w innej (prawidłowej) perspektywie.