Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Biblia

BIBLIA

Dominować nad Jezusem?

Adam Dylus /Jezus.com.pl

 

„Kiedy Jezus umył uczniom nogi, powiedział im: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Sługa nie jest większy od swego pana ani wysłannik od tego, który go posłał. Wiedząc to będziecie błogosławieni, gdy według tego będziecie postępować. Nie mówię o was wszystkich. Ja wiem, których wybrałem; lecz /potrzeba/, aby się wypełniło Pismo: Kto ze Mną spożywa chleb, ten podniósł na Mnie swoją piętę. Już teraz, zanim się to stanie, mówię wam, abyście, gdy się stanie, uwierzyli, że Ja jestem. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto przyjmuje tego, którego Ja poślę, Mnie przyjmuje. A kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał” (J 13,16-20)

 

Kiedy czytam słowa z dzisiejszej Ewangelii mające przede wszystkim odniesienie do postawy Judasza, który „podniósł na Jezusa swoją piętę” przychodzą mi do głowy obrazy z tzw. sportów walki, w których celem jest wyprowadzenie takiego uderzenia, aby przeciwnik został powalony na ring. Szczególne zastosowanie takiego porównania dotyczy chyba przede wszystkim dyscypliny zwanej kick - boxingiem, gdzie oprócz walki na pięści dozwolone jest również zadawanie ciosów nogami. I chociaż w wielu wydawnictwach sportowych pisze się w tym kontekście o szlachetnej rywalizacji i szczytnych ideach olimpijskich, nie za bardzo umiem sobie wyobrazić dobre owoce tego typu „sportu”, tym bardziej, że raz po raz docierają do nas informacje o kolejnej ofierze „szlachetnej rywalizacji”, która walczy o życie w szpitalu po nokaucie w ringu.

 

Wydaje mi się, że w wielu dyscyplinach sportowych (a już szczególnie w sportach walki) celem rywalizacji jest nie tyle pokazanie własnych umiejętności i sprawności, lecz raczej swojej przewagi i dominacji nad przeciwnikiem prowadzącej niekiedy nawet do jego upokorzenia.

 

W dzisiejszej Ewangelii Jezus zachęca swoich uczniów do zdecydowanie innej postawy życiowej. Nasz Pan i Mistrz przypomina, że „sługa nie jest większy od swego pana ani wysłannik od tego, który go posłał”. Co więcej, jak zapewnia nasz Nauczyciel, ta filozofia życiowa stosowana w życiu chrześcijańskim będzie owocowała szczególnym Bożym błogosławieństwem („wiedząc to będziecie błogosławieni, gdy według tego będziecie postępować”).

 

Szczególnym wyrazem tego błogosławieństwa i wywyższenia pokornych są przykłady starotestamentalne przytoczone przez Pawła w przemówieniu wygłoszonym w synagodze w Antiochii Pizydyjskiej (położonej blisko dzisiejszego Yalvaç w Turcji), które możemy usłyszeć w dzisiejszym pierwszym czytaniu: „Odpłynąwszy z Pafos, Paweł i jego towarzysze przybyli do Perge w Pamfilii, a Jan wrócił do Jerozolimy, odłączywszy się od nich. Oni zaś przeszli przez Perge, dotarli do Antiochii Pizydyjskiej, weszli w dzień sobotni do synagogi i usiedli. Po odczytaniu Prawa i Proroków przełożeni synagogi posłali do nich i powiedzieli: Przemówcie, bracia, jeżeli macie jakieś słowo zachęty dla ludu. Wstał więc Paweł i skinąwszy ręką, przemówił: Słuchajcie, Izraelici i wy, którzy boicie się Boga! Bóg tego ludu izraelskiego wybrał ojców naszych i wywyższył lud na obczyźnie w ziemi egipskiej i wyprowadził go z niej mocnym ramieniem. Mniej więcej przez czterdzieści lat znosił cierpliwie ich obyczaje na pustyni. I wytępiwszy siedem szczepów w ziemi Kanaan oddał im ziemię ich w dziedzictwo, mniej więcej po czterystu pięćdziesięciu latach. I potem dał im sędziów aż do proroka Samuela. Później poprosili o króla, i dał im Bóg na lat czterdzieści Saula, syna Kisza z pokolenia Beniamina. Gdy zaś jego odrzucił, powołał Dawida na ich króla, o którym też dał świadectwo w słowach: Znalazłem Dawida, syna Jessego, człowieka po mojej myśli, który we wszystkim wypełni moją wolę. Z jego to potomstwa, stosownie do obietnicy, wyprowadził Bóg Izraelowi Zbawiciela Jezusa. Przed Jego przyjściem Jan głosił chrzest nawrócenia całemu ludowi izraelskiemu. A pod koniec swojej działalności Jan mówił: "Ja nie jestem tym, za kogo mnie uważacie. Po mnie przyjdzie Ten, któremu nie jestem godny rozwiązać sandałów na nogach” (Dz 13,13-25)

 

W powyższych słowach Apostoł Narodów przypomniał swoim słuchaczom (a przy okazji każdemu z nas), że tak naprawdę nikt nie zasłużył na swój wybór.

 

Izrael w początkach swojej historii nie był przecież jakimś znaczącym narodem (można by powiedzieć, że raczej jednym z najmniejszych spośród ówczesnych cywilizacji). Dawid nie miał przygotowania do pełnienia władzy królewskiej (został przecież powołany na króla Izraela wtedy, gdy był pasterzem owiec swojego ojca). Jan Chrzciciel wielokrotnie podkreślał, że nie jest tym, za którego był uważany. Co więcej twierdził, że nie jest godzien aby rozwiązać sandałów na nogach Mesjasza.

 

A jednak to właśnie oni zostali przez Boga w szczególny sposób pobłogosławieni. Nie doświadczył tego natomiast na przykład król Saul, który w swojej pysze próbował chodzić własnymi ścieżkami.

 

Patrząc na powyższe przykłady, zastanawiam się jaka jest moja postawa...

 

Czy przypadkiem nie chcę stać się większy od mojego Pana? Czy nie zasłaniam Go swoim gadulstwem, negatywnym przykładem życia, odrzucaniem wartości, jakie teoretycznie powinny być wyznacznikiem mojego postępowania? Czy przyjmuję całą misję Jezusa (wraz z Jego krzyżem i cierpieniem), czy raczej próbuję wybiórczo traktować jego przesłanie i... „moje” chrześcijaństwo?...