


Adam Dylus /Jezus.com.pl
„Jezus wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia” (Łk 8,1-3)
Dwa dni temu mogliśmy przypomnieć sobie słowa Św. Pawła zapisane w Liście do Koryntian: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe (...). Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość” (1 Kor 13,1-10,12-13)
Czy jednak miłość to tylko jakieś nieokreślone uczucie? Jak w ogóle rozpoznać miłość? Jak nauczyć się kochać?
Patrząc na osobę Jezusa Chrystusa, odkrywam, że miłość to Osoba. Wyraźnie mówi o tym zresztą św. Jan w swoim Liście przypominając, że to „Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy” (1 J 4,9-10).
Jeśli więc pytamy o to, jak rozpoznać miłość, albo jak nauczyć się kochać, można odpowiedzieć jednym zdaniem: należy trwać w Bogu który nie tylko jest źródłem miłości, ale sam jest Miłością. Idąc dalej za radami zawartymi w Pierwszym Liście Św. Jana, można powiedzieć: „kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim” (1 J 4,16)
Aby trwać w Miłości trzeba z nią obcować na co dzień. Myślę, że właśnie o tym mówi dzisiejszy fragment ewangeliczny. Dwunastu Apostołów oraz kilka kobiet, które Jezus uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia, przebywało na stałe u boku Jezusa być może właśnie z tego powodu. Być może osoby te chciały u boku Mistrza z Nazaretu nie tylko patrzeć na Miłość, ale również uczyć się miłości.
Może taka postawa była w pewnym sensie najlepszym przygotowaniem na przyszłość - czas wiecznej chwały, kiedy nie będzie już smutku ani płaczu, czas, gdy znikną już wiara i nadzieja i pozostanie tylko Miłość?...
Zastanawiam się, czy ja, w swojej codzienności, kroczę przy Jezusie? Czy trzymam się Go na co dzień nie tylko „smakując” Jego dary, ale też uważnie patrząc na to, co czyni we współczesnym świecie (i moim życiu)? Czy słucham Jego nauczania i przekuwam je na konkretne czyny miłości?