Chrześcijański   Portal   Ewangelizacyjny
F U N D A M E N T

Fundament :: Słowo Życia :: Poczta :: Forum :: Czat :: Telewizja

Jezus Chrystus.
Wiara.
Biblia.
Chrześcijanie.
Biblia

BIBLIA

Ach, ta zazdrość...

Adam Dylus /Jezus.com.pl

 

„Jezus przyszedłszy do swego miasta rodzinnego, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali: Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam, a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? Także Jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc ma to wszystko? I powątpiewali o Nim. A Jezus rzekł do nich: Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony. I niewiele zdziałał tam cudów, z powodu ich niedowiarstwa” (Mt 13,54-58)

 

Przyznaję, że ilekroć czytam przytoczony powyżej fragment Ewangelii wg św. Mateusza, zastanawiam się dlaczego ziomkowie Jezusa tak negatywnie zareagowali na Jego nauczanie. Przecież zapewne słyszeli o znakach i cudach jakie Mistrz z Nazaretu czynił w całej ówczesnej Ziemi Świętej (co przecież w pewien sposób musiało rozsławiać ich miasteczko). Co więcej, u siebie, na miejscu, mogli posłuchać Jego nauczania i skonfrontować je z objawieniem Bożym zawartym w Starym Testamencie.

 

Myślę jednak, że, być może, jednym z powodów takiego podejścia do Jezusa był fakt pewnej rozbieżności między cielesną „powłoką” jaką oglądali, a wewnętrznym bogactwem i nadprzyrodzoną mocą, jaką prezentował Jednorodzony Syn Boży. Wydaje się, że, być może, łatwiej byłoby im uwierzyć, gdyby Jezus nie tylko w sferze działań nadprzyrodzonych, ale również w sferze wyglądu zewnętrznego i codziennego postępowania prezentował się jako ktoś nadzwyczajny (może właśnie do tego dążą dzisiejsze gwiazdy i gwiazdeczki, które za wszelką cenę chcą się odróżniać od tłumu nie tylko poprzez prezentację swoich talentów, ale także poprzez zewnętrzny wizerunek, kreowany zresztą często przez specjalnie do tego przygotowane firmy).

 

Jednak wgłębiając się w przytoczony dzisiaj fragment ewangeliczny, wydaje mi się również, że powodem odrzucenia Jezusa przez mieszkańców Nazaretu była zwykła... zazdrość. Co innego bowiem przyjmować nauczanie kogoś nadzwyczajnego przybywającego do małego, prowincjonalnego miasteczka ze znanego ośrodka naukowego, legitymującego się w dodatku znacznym dorobkiem naukowym lub wybitną pozycją społeczną, a co innego widzieć kogoś, kto prawie całe życie spędził w danym miejscu, kto wychowywał się razem z dziećmi innych mieszkańców, uczęszczał do tej samej szkoły, modlił się w tej samej synagodze.

 

A teraz taka właśnie „przeciętna” wcześniej osoba czyni znaki i cuda, w dodatku naucza wykazując się niesamowitą wiedzą i przenikliwością spojrzenia na wiele zagadnień.

 

Myślę jednak, że taką postawę można zaobserwować również w dzisiejszych czasach. Widzę ja na przykład w reakcjach niektórych duchownych czy świeckich teologów, których staram się zachęcać do wzięcia udziału w spotkaniach czy rekolekcjach prowadzonych przez wybitnych moim zdaniem nauczycieli: o. Raniero Cantalamessę, ks. dr Petera Hockena i wielu, wielu innych, znanych szeroko w wielu krajach świata.

 

Kiedy próbuję jednak przypominać o wielkim dorobku naukowym, a przede wszystkim o znakach i cudach, które Bóg czyni dzisiaj przez ręce tych osób, współcześni teologowie często omiatają mnie niechętnym spojrzeniem, udzielając nawet niepochlebnego komentarza (w stylu: „przecież ja też jestem teologiem, nikt mnie nie będzie pouczał”).

 

Wydaje mi się jednak, że taka postawa jest czasami zawoalowaną formą protestu nie tyle przeciw innym ludziom, ale przeciwko... Bogu (a de facto sprzeciwem wobec suwerenności Bożych decyzji i darów).

 

Dlatego też obawiam się, że sąd może rozpocząć się od domu Bożego (por. 1 P 4,17), od tych ludzi, którzy (dokładnie tak jak Żydzi zgromadzeni w synagodze w Nazarecie), nie chcą przyjmować czegokolwiek, ponieważ twierdzą, że pozjadali już wszystkie rozumy i nie potrzebują żadnego nauczania.

 

Niestety, prezentując taką postawę i trwając w takiej mentalności, ludzie ci często pozbawiają się doświadczenia cudownego działania Bożego przekraczającego wszelkie ludzkie marzenia i oczekiwania.